11/08/2016

#81 - Carina Bartsch || Lato koloru wiśni


Jakiś czas temu Angelika z kanału Jeszcze jeden rozdział polecała powieść Cariny Bartsch „Lato koloru wiśni”. Nie miałam w najbliższych planach sięgać po tę pozycję, ale gdy zobaczyłam ją w bibliotece pomyślałam, a czemu by nie. Ogromnie się ciszę, że wzięłam ją z półki bibliotecznej, bo tak świetnie dawno się nie bawiłam przy czytaniu, nie licząc mojego ukochanego Chłopaka na zastępstwo, z którym „Lato koloru wiśni” może konkurować.

Lekkie love story utrzymane w konwencji romansu akademickiego. Emely, obdarzona odrobinę sarkastycznym poczuciem humoru studentka literaturoznawstwa, szczerze cieszy się z przeprowadzki jej najlepszej przyjaciółki do Berlina. Nie wie jeszcze, że szalona Alex zamierza zamieszkać w mieszkaniu swojego brata, przystojnego, szmaragdowookiego bruneta, z którym Emely łączą niemile wspomnienia. Na szczęście wkrótce dziewczyna otrzyma romantyczny mail od tajemniczego wielbiciela...

lubimyczytac.pl


Książka jest cegiełką, bo ma prawie pięćset stron i myślałam, że będę ją czytała z kilka dni, zwłaszcza, że średnio miałam ochotę na książki. Styl i język autorki plus zalety, o których zaraz szerzej wspomnę sprawiły, że pochłonęłam ją w niecałe półtora dnia. To była naprawdę niesamowita przygoda i trochę żałuję, że trwała tak krótko. 

Największą zaletą „Lata koloru wiśni.” jest humor. Podczas czytania nie mogłam się powstrzymać od uśmiechania się albo śmiechu. I nie było to tylko od czasu do czasu, ale praktycznie, co drugą stronę. 
Wszystkie docinki i przepychanki bohaterów były przezabawne.

"-Wiesz co? Gdyby w słowniku były obrazki, obok słowa "dupek" znajdowałoby się twoje zdjęcie.-Wow- zaśmiał się- Można by pomyśleć, że mnie nie cierpisz.-Mogę tylko zasugerować, byś zaufał swojej intuicji."

Kolejną kwestią przez, którą będę miło wspominać książkę jest rzecz, którą możliwe, że tylko ja odczuwałam podczas czytania. Czasem odnosiłam wrażenie jakbym czytała o mnie i swojej przyjaciółce. A nawet jedna rozmowa bohaterów dotyczyła dokładnie tego samego, o czym rozmawiałam z moją przyjaciółką, więc to było naprawdę dziwne, a jednocześnie miałam z tego ubaw. 

Czasem uświadamiamy sobie różne rzeczy dopiero, kiedy o nich opowiemy. Jeśli zachowujemy je dla siebie, możemy je upiększać, zniekształcać, a nawet wypierać. Wypowiedziane – stają wyraźnie przed oczami. Zaśmiej się komuś w twarz albo wykrzycz coś, czego ten nie chce sobie uświadomić."

Bohaterowie zostali bardzo fajnie wykreowani chociaż nie wnoszą nic nowego do wizerunku postaci w literaturze. Autorka kierowała się już dobrze znanymi nam schematami jak np. chłopak, który zmienia dziewczyny jak rękawiczki, ale nagle postanawia się zmienić, ale nie przeszkadzało mi to w lekturze. Może miejscami jedynie irytowała mnie przyjaciółka głównej bohaterki, ale była ona dość znośna. 

Owszem może „Lato...” jest schematycznym romansem dla młodzieży, ale jeżeli książka jest dobrze napisana to czasem zdarza się tak, że nam to nie przeszkadza podczas czytania i właśnie tak miałam z tą książką. A mało tego bawiłam się z nią przecudownie choć domyśliłam się prawie każdej kwestii.

„Większość ludzi – powiedział -ukrywa się za maskami w obawie przed zranieniem.”

Mały plusik dla autorki za to, że akcja powieści dzieje się w Berlinie, co jest raczej rzadko spotykane. Zazwyczaj tego typu historie mają miejsce w Wielkiej Brytanii, Francji, czy też Ameryce. I to była naprawdę miła niespodzianka. 

Mimo tego, że od początku wiedziałam jak autorka pokieruje całą akcją, bo było to dość przewidywalne byłam zaskoczona zakończeniem. Tak się nie kończy powieści i nie zostawia się czytelnika w takim momencie. Jednak pani Carina to zrobiła i przez to muszę jak najszybciej  zabrać się za drugą cześć. 

"A przecież książki to jeden z najcenniejszych darów na ziemi. Kunsztownie zestawione słowa, które zmieniały się w melodię, a potem w obrazy. Białe, puste kartki, na których powstawały światy większe od wszechświata. Przestrzenie, które wciągały ludzi i kazały im zapominać o wszystkim wokół. Literatura była magicznym zaklęciem, któremu całkowicie uległam." 

„Lato...” nie jest ambitną, czy też wnoszącą coś nowego do literatury młodzieżowej, ale jeżeli zdecydujecie się zapoznać z tą książką to gwarantuję Wam, że się nie zawiedziecie. Ja jestem nią oczarowana i już niedługo zabieram się za kontynuację, która mam nadzieję będzie równie dobra. 








Udostępnij ten wpis /span>

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Jeżeli czytasz wpis to zostaw komentarz. Zajmie ci to minutkę a dla mnie ważna jest twoja opinia.

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.