Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oko w oko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oko w oko. Pokaż wszystkie posty

9/19/2015

#10 Oko w oko - Ulubione lektury szkolne


Lektury szkolne często zrażają uczniów do czytania. Często książki, do których czytania zmuszani są nastolatkowie są nudne, niezrozumiałe lub nieodpowiednio dobrane do wieku. Jednak są takie lektury, które zawsze będziemy wspominać pozytywnie. W dzisiejszym wpisie poznacie ulubione lektury szkolne polskich blogerów. 

Udostępnij ten wpis /span>

8/09/2015

#09 Oko w Oko - Ulubione czarne charaktery



Ostatnio zdałam sobie sprawę, że dawno nie było wpisu z serii „Oko w oko” i dlatego postanowiłam to zmienić. Jak zwykle poprosiłam kilku blogerów o pomoc, którzy są tak wspaniali, że znów poświęcają swój czas dla mnie, za co bardzo im dziękuję. Dziś możecie poznać ulubionych złych bohaterów. Źli bohaterowie zawsze zapadają nam w pamięci i to głównie oni sprawiają, że danae książki, czy seriale stają się jeszcze bardziej ciekawsze. Nie przedłużając zapraszam na przegląd najlepszych czarnych charakterów.
Udostępnij ten wpis /span>

3/07/2015

#08 - Oko w oko z Anitą z Book Reviews.


Czas tak szybko mija. Za mną już 99 spotkań z Wami moi drodzy, za które jestem wam ogromnie wdzięczna. Ten wpis jest setnym postem na moim blogu i z tej okazji postanowiłam przygotować dla was coś specjalnego. W rankingu ulubionych blogerów książkowych numerem jeden była Anita z Book Reviews. Jeżeli czytaliście ten wpis wiece już, że Anitkę po prostu uwielbiam. I właśnie w setnym wpisie przedstawiam wam wywiad z najlepszą polską vlogerką książkową. 

Anita tylko z jedynymi i słusznymi "Trzema muszkieterami" 

Udostępnij ten wpis /span>

2/14/2015

#07 "Oko w oko"- Jaka jest twoja ulubiona historia miłosna ?


Z okazji walentynek postanowiłam napisać wpis o ulubionych historiach miłosnych z książek, filmów lub seriali. W związku z tym na FB poprosiłam Was o pomoc. Wpis był spontaniczny, więc nie każdy miał czas do napisania czegoś dzisiaj, ale tym którzy to zrobili z całego serca dziękuję, bo to dzięki Wam powstał ten post.

Udostępnij ten wpis /span>

7/28/2014

#06 - Przyjaźń między blogerami- prawda, czy fikcja ?



Podczas przygody z blogowaniem poznajemy ciągle nowe osoby. Z niektórymi nie będziemy utrzymywać kontaktów a niektórzy zdobędą naszą sympatię i pozostaną z nami na dłużej. Więc jak to jest z tą przyjaźnią blogerską? Istnieje, czy nie? W dzisiejszym wpisie możecie poznać opinie na ten temat innych blogerów, którym dziękuję za pomoc w tworzeniu tego wpisu. 

Ja sama długo zastanawiałam się nad kwestią przyjaźni blogerskiej. Żyjemy w czasach, gdzie każdy ze sobą rywalizuje, chcąc być lepszym od drugiego. Tak samo jest w blogosferze."Wyścig szczurów" nigdy nie ustaje. Czy w takim świecie może zrodzić się przyjaźń ? 

Może na początku zastanówmy się czym jest przyjaźń. Otóż przyjaźń to emocjonalna więź oparta na wzajemnym zrozumieniu, wspólnych doświadczeniach.Jak powiedział kiedyś Teofrast z Eresos przyjaciel to „drugie ja”. Przyjaciel wspiera bez względu na wszystko i jest przy tobie nie tylko w wesołych momentach, ale także w tych chwilach, w których z oczu wylewają się łzy. 



Wiele osób poznaje się przez internet. Piszą o swoich wspólnych pasjach itp. Z każda nową wiadomością poznają się lepiej. Ale czy w wtedy można mówić o przyjaźni? Moim zdaniem nie. To tylko znajomości. 

Ja nie przyjaźnię się z żadną blogerką, ale mam bardzo dobre kontakty z Justyną z bloga Recenzje Nadine i z kilkoma innymi osobami.Mamy wspólne pasję: czytanie i blogowanie. Obie kochamy Indie. Piszemy ze sobą bardzo często, nie tylko o książkach, ale także o życiu prywatnym. Niestety z Justyną nie miałyśmy okazji się spotkać, bo mieszkamy daleko od siebie, ale cieszę się, że mogłam ją poznać. Justyna pozdrawiam cię serdecznie. 

To w końcu jak jest z tą przyjaźnią między blogerami ? Ja trochę wątpię w jej istnienie, ale niektóre wypowiedzi moich koleżanek po fachu trochę mnie przekonały.


Autorka bloga Wyznania książkoholiczki to doskonały przykład na to jak wspólna pasja może przerodzić się  nie tylko w wzajemne odwiedzanie swoich blogów,czy pisanie o zainteresowaniach, ale także w spotkania w realu i wspólną naukę w szkole. 


Oczywiście, że przyjaźń między blogerami istnieje. Przekonałam się o tym wiele razy, gdyż już na samym początku prowadzenia mojego bloga zaprzyjaźniłam się z kilkoma blogerkami i pewnie bez niektórych z nich mój blog w ogóle by nie istniał. Jakiś czas temu poznałam się również z Julią z MOREJULIE i od słowa do słowa wyszło na to, że teraz jest moją najbliższą przyjaciółką. Wszystko zaczęło się od blogowania, wspólnej pasji, a teraz odwiedzamy się cały czas, a od września będziemy chodzić do jednej szkoły. Zresztą wiele osób, które poznałam przez bloga jest mi teraz bardzo bliskich. Cały czas do siebie dzwonimy, rozmawiamy przez Skype'a bądź piszemy na Facebooku. To świetne, że wspólna pasja potrafi tak bardzo połączyć ludzi, a blogowe znajomości przeradzają się w przyjaźnie w rzeczywistości.

Marta Bilewicz autorka książki "Goniąc cienie" , której recenzje możecie przeczytać na moim blogu nie wątpi w istnienie blogerskiej przyjaźni a o znajomości internetowej może powiedzieć sporo. 



Być może faktycznie istnieje szczera przyjaźń pomiędzy blogerami, ale osobiście jestem ostrożna określaniu przyjaźniami znajomości czysto internetowych. Oczywiście absolutnie ich nie wykluczam, bo sama też mam kilkoro znajomych, z którymi poznałam się poprzez blogi i utrzymuję znajomości w realu. W chwili obecnej jednak nie przyjaźnię się z nikim, kto prowadzi bloga. Owszem, mam wielu znajomych, z którymi utrzymuję kontakt, ale "przyjaźń" to poważne słowo. Przynajmniej dla mnie i pochopnie nie nazywam nikogo przyjacielem. Myślę jednak, że może taka blogowa przyjaźń istnieć i się rozwijać, bo niby czemu nie? Internetowe znajomości mają ogromną szansę przetrwania i istnienia, kiedy się o nie odpowiednio zadba. Jestem tego dobrym przykładem - swojego męża poznałam przez internet blisko 15 lat temu.

Blogerka z Książka od kuchni  sama jedynie koresponduje przez internet z osobami, które mają podobne pasje do niej, ale jeszcze nie miała okazji spotkać się z tymi osobami w realu.  


Wydaje mi się, że przyjaźń nie zna granic, więc istnieje także między blogerkami. Na pewno sprzyja zaprzyjaźnianiu fakt, że podziela się zainteresowania. Czasem jednak odnoszę wrażenie, że nie wszystkie "przyjaźnie" są prawdziwe blogowe. Podziwiam jednak osoby, które mogą spotykać się ze sobą i rozmawiać o ulubionych książkach i bardzo im zazdroszczę, naprawdę! Sama nie mam przyjaciółek w blogosferze, rozmawiałam z nielicznymi blogerkami poza ich blogami - na Facebooku czy mailowo. Z niektórymi piszę listy. Są to właśnie dziewczyny, które poznałam dzięki blogom. Na pewno jedną z nich bardzo bym chciała poznać w realu (Martyna, o Tobie mowa!), a jedną zobaczę już niedługo (tak, Daria, o Tobie). Ogólnie uważam, że to ciekawe doświadczenie przyjaźnić się z kimś, kto ma podobne pasje do mnie i robi podobne rzeczy, co ja.

Iwi z Nasz Książkowir wie,co to przyjaźń blogerska, w której nie ma zazdrości o odniesione sukcesy w blogosferze. A jednak się myliłam. 



Więc... przyjaźń na blogsferze jest jak najbardziej możliwa, co widać np. po moim blogu. Wcześniej (z obecnego składu) znałam tylko Ariadę. Kiedy dołączyły do nas inne dziewczyny, zastanawiałam się, jak będą wyglądały nasze relacje. Mogę (z uśmiechem na twarzy) powiedzieć, że są mi bliskie... i traktuje je jak siostry. Cieszę się z tego, że moje pasje (jakimi są czytanie i pisanie) pozwoliły mi poznać tak wspaniałe osoby, z którymi mogę podzielać swoje zainteresowania.

Autorka strony Zanurz się w książkach rodem z Niebios całkowicie zaprzecza istnieniu przyjaźni między blogerkami. Dla niej to fikcja. 


Jeśli zaś chodzi o przyjaźń między blogerkami, to uważam, że jest to zbyt mocne słowo. Owszem wiem, że wiele osób koresponduje ze sobą na tej płaszczyźnie, aczkolwiek ja osobiście myślę, że jest to tylko sfera koleżeństwa. Ja osobiście mam wiele znajomych internetowych, które prowadzą bloga i miło jest z nimi czasem porozmawiać tak od serca, aczkolwiek wiem, że rozmowa przez internet nie zawsze jest tak udana, jak rozmowa twarzą w twarz. Dlatego też uważam osobiście, że przyjaźń między blogerkami nie istnieje, bardziej jakiegoś rodzaju więzi i podobieństwa.

Udostępnij ten wpis /span>

6/01/2014

#05 - Kiedy byłem mały czytałem ......

Wierzę, że z książek nie wyrasta się tak jak wyrasta się z butów czy spodni. Przeczytane w dzieciństwie, powracają przez całe życie. Poprosiłam innych blogerów, aby opowiedzieli  o książkach, które sami czytali lub słuchali czytających im rodziców. O książkach, które miło wspominają i na zawsze pozostaną w ich sercach. 

Optymista recenzuje 



-Oczywiście, cała seria o ,,Panu Samochodziku" i ciężko mi wybrać tę najlepszą. Coś czuję, że gdyby książki te nie wpadły w moje ręce na pewno nie trzymałbym w rękach tak wielu kryminałów i horrorów.Może w ogóle nie trzymałbym w nich żadnej książki poza lekturą....


Laura Mazur





Najważniejsze i pierwsze książki mojego dzieciństwa to: 1."Mały książę" 2."Pollyanna" 3."Ania z zielonego wzgórza" 
To one jako pierwsze otworzyły mi okno na świat magii i nadziei...świat pełen emocji i niesamowitej przygody ...świat ,do którego mogę się przenosić kiedy tylko zapragnę , kiedy mi na tym...przesiąkniętym codziennymi problemami i biegnącym nie wiadomo dokąd jest źle... A to wszystko dzięki mojej mamie ,która zaszczepiła mi miłość do czytania książek ... od tamtej pory kocham czytać...kocham szelest przewracanych kartek i zapach papieru ...tego się nie da z niczym porównać !!! Te trzy książki zaważyły na moim życiu , gdyby nie pojawiły się we właściwym czasie ... nie wiem jak by dziś wyglądało moje życie ?Pewnie byłoby strasznie nudne 


Dominika Iwi Smoleń


-Może nie najważniejsza i może nie tylko z dzieciństwa, ale kiedy miałam tak 11-12 lat, to wpadłam na pierwszy tom Akademii Wampirów. Była to pierwsza (bardziej fantastyczna) przeczytana przeze mnie książka. Od tego czasu zaczęłam interesować się także innymi pozycjami z tego gatunku (od razu po AV czytałam np. HP, czy też Hobbita). Muszę przyznać, że gdybym nie trafiła wtedy (przez przypadek w bibliotece, spodobał mi się opis i okładka, więc wzięłam do czytania) na AV, to nie wiem, czy czytałabym teraz tyle książek, bo w szczególności czytam właśnie fantasy i różne jego nowoczesne odłamy.


Kamil Czubek 



-Nie wiem czy wiek 11 lat zalicza się do dzieciństwa, ale najważniejszą lekturą jaką czytałem jest Władca Pierścieni i bez niej nie byłoby mojej miłości do książek.

Małgorzata Chlipała 











-Ja zawsze najmilej będę wspominać przygody Kubusia Puchatka. Bardzo je lubiłam i mam do nich sentyment do dziś.Niemniej jednak najważniejszą książką jest "Matylda". To ona wprowadziła mnie w świat książki. Była to pierwsza powieść, którą przeczytałam samodzielnie! Później kilka razy do niej wracałam. Gdyby nie ona, pewnie nie czytałabym tyle ile teraz.





Kasia Tomczyk 




-Moją najważniejszą książką jaką przeczytałam,zawsze będzie "Calineczka". Książka bardzo mnie urzekła. Do tej pory z wielką przyjemnością i nie małym wzruszeniem do niej wracam. Przypominają się chwile beztroskiego dzieciństwa. I nawet ,gdyby nie wpadła mi nigdy w ręce,sięgałabym po książki,bo są dla mnie otuchą i światem ogromnej wyobraźni,która towarzyszy mi w każdej chwili mojego życia.





Weronika Mazurkiewicz 

-Książkami z dzieciństwa, którym zawdzięczam moje zamiłowanie do czytania, jest cała seria o Harry'm Potterze. Dzięki niej zaczęłam czytać. Do dziś jestem wielką fanka tej serii i nie wyobrażam sobie bez niej życia.

Flirty z książką 

-Harry Potter oczywiście To była pierwsza książka, którą przeczytałam samodzielnie i od tego rozpoczęła się moja cudowna przygoda z czytaniem. Myślę, że gdyby nie to, teraz nie byłabym molem książkowym.

Weronika Mazurkiewicz 


-Książkami z dzieciństwa, którym zawdzięczam moje zamiłowanie do czytania, jest cała seria o Harry'm Potterze. Dzięki niej zaczęłam czytać. Do dziś jestem wielką fanka tej serii i nie wyobrażam sobie bez niej życia



Klaudia Tyczyńska


-Najważniejszą książką z mojego dzieciństwa była wielka księga z baśniami, które czytał mi wieczorami tata. A moje życie odmieniła promocja w Carrefurze, z której mama przyniosła mi jedną z dziecięco-młodzieżowych książek Thomasa Breziny. To dzięki niej zaczęłam tak często i z taką przyjemnością czytać



Moje spojrzenie na kulturę 

-Na końcu chciałam powiedzieć kilka zdań o książkach, które ja czytałam, gdy byłam małą dziewczynką. Nadal na półce trzymam zbiór baśni Hansa Christiana Andersena, który dostałam w wieku 7-8 lat, więc książka ma już prawie 10 lat. . Moją ulubioną baśnią była "Królowa śniegu".
Kolejną ważną książką z mojego dzieciństwa był "Szatan z siódmej klasy". Po latach zaglądam do tej książki i czytam przepiękny cytat z końca :


" Oczy fiołkowe pełne były blasków.
Fiołki są piękniejsze od wszystkich diamentów świata! - pomyślał Adaś. - A czyste serce czerwieńsze od wszystkich rubinów..."
Był to bowiem chłopak mądry i bardzo przenikliwy"

 Na koniec chciałam podziękować wszystkim blogerom, którzy przyczynili się do powstania tego wpisu. Z okazji dnia dziecka chciałabym życzyć wszystkiego najlepszego, nie tylko dzieciom, ale wszystkim dorosłym, bo każdy ma coś w sobie z dziecka.
Udostępnij ten wpis /span>

4/30/2014

#04 - Jak zaczęła się twoja przygoda z blogowaniem ?


Wyobraźcie sobie, że robicie wywiad z pewnym blogerem. Jakie pierwsze pytanie byście zadali? Pewnie większość z was pomyślała o „Jak zaczęła się twoja przygoda z blogowaniem”. Ja sama zadałam je np. podczas wywiadu z EivLadris. I to właśnie wtedy wpadłam na pomysł, aby zrobić ten wpis. Mimo tego, że pytanie o rozpoczęcie blogowania jest przewidywalne to nie da się go nie zadać, ponieważ każdy bloger rozpoczął z innego powodu, w innym czasie. Każdy blogger ma własną historię i właśnie dziś chcę wam je przedstawić. Zobaczcie jak rozpoczęły się przygody blogowe niektórych blogerów/vlogerów. 

Niektórzy blogerzy lubili pisać i czytać książki. Wtedy zobaczyli jakiś blog i pomyśleli „ może ja też spróbuję?”. I tak zostało do dziś. Tak było w przypadku blogerki ze strony Flirty z książką, która swój początek opisała następująco: 
http://flirty-z-ksiazka.blogspot.com/

-Moja przygoda z blogosferą była wynikiem wakacyjnej nudy. Pewnego dnia obudziłam się, ale było tak ciepło, że nawet nie miałam siły czytać, więc usiadłam do komputera. Jakoś tak przypadkiem trafiłam na bloga Marceli: Mirror of soul, a później na kolejne i kolejne. W pewnym momencie stwierdziłam, że to musi być fajna zabawa. Kilka pasji zawarte w jedno: czytanie, pisanie, możliwość wypowiedzenia swojego zdania na dany temat no i ludzie- mnóstwo nowych ludzi, czyli tysiące różnych zdań, z którymi mogę się zgodzić lub też nie. Założyłam bloga i jakoś tak opornie i powolutku to szło. Pomyślałam, że to będzie taka zabawa wakacyjna. Że z wrześniem jakoś tak przejdą chęci no i czasu o wiele mniej, ale jednak nie- odejście z blogosfery nie jest takie łatwe. Co prawda nadal idzie opornie, ale to za sprawą zbliżających się testów. Z czasem mam nadzieję, że wszystko się unormuje, notki będą częstsze... Przede wszystkim mam nadzieję się cały czas samoudoskonalać. Czytając moje pierwsze recenzje i porównując je z tymi aktualnymi... Mistrzostwa nadal nie ma, ale przecież cały czas uczymy się na błędach. 

Kolejną osobą, która założyła bloga z miłości do książek jest Justyna z bloga Nadine wśród słów, która tak wspomina swój początek: 
http://recenzjenadine.blogspot.com/

-Od dziecka kochałam książki. Mama zabierała mnie do biblioteki, księgarni, i kupowała mi książki, które potem razem czytałyśmy. Pierwszą serię, jaką przeczytałam był Harry Potter. Bloga założyłam 11.10.2013 dwie pierwsze recenzje, jakie się na nim pojawiły to "Drżenie" Maggi Stefvater i "Ocal mnie od złego" Alloma Gilbert.Na początku blog znajdował się na wp.pl, ale tam mi nie odpowiadało i przeniosła go na blogspot. To jest moje dziecko.Kolejnym blogiem są moje opowiadania.Pisałam je od dawna.Mam różne urywki strych opowiadań i postanowiłam założyć bloga. Ostanie dwa blogi są o filmach dopiero, co się urodziły jeden mam razem z koleżanką Anią.Uważam ją za siostrę. Mamy podobne myślenie. Znamy się trochę czasu.Tak samo jak ja recenzje.  Na początku był to tylko moje blogi, ale z czasem doszła do nich Zuza i nigdy tych blogów nie opuszczę.

Podobnie było z Świat ukryty wśród atramentu i Dominiką z Nasz Książkowir. One wspominają tamte wydarzenie tak: 

Świat ukryty wśród atramentu 
http://swiat-ukryty-wsrod-atramentu.blogspot.com/

-Moja przygoda z blogosferą zaczęła się właściwie przez przypadek. Szukałam jakiejś książki i nie byłam pewna,czy rzeczywiście ją kupić. Trafiłam na bloga Alicji Szerment (Książki-inna rzeczywistość), wymieniłam z nią parę wiadomości i przekonała mnie, że powinnam spróbować założyć własnego bloga. Tak zrobiłam. To był impuls i wydaje mi się, że wtedy była to kompletnie nieprzemyślana decyzja, jednak gdybym miała się cofnąć w czasie, zrobiłabym to samo. 

Dominika - Iwi Smoleń 
http://naszksiazkowir.blogspot.com/
-Ja od zawsze pasjonowałam się książkami. Często sięgałam do internetu, aby przeczytać jakieś opinie, czy też recenzje. Takim sposobem trafiłam na Blask Książek - akurat był nabór. Postanowiłam się sprawdzić i napisać zgłoszenie. Nie liczyłam na to, że mi się uda, ale... Ku mojemu zdziwieniu zostałam przyjęta. Pisałam tam parę miesięcy. Później wraz ze swoimi przyjaciółkami postanowiłam założyć coś własnego. Odeszłam, więc z BK i tak powstało to nasze "cudeńko”, jakim jest Nasz Ksiązkowir.

Natomiast Optymista recenzuje założył bloga, dlatego, że przeczytał recenzje książki, która bardzo mu się spodobała a recenzja była negatywna. Postanowił stworzyć stronę, która będzie patrzeć optymistycznie na książki. 
http://recenzjeoptymisty.blogspot.com/
-Otóż pewnego, pięknego dnia po przeczytaniu książki "Pan Samochodzik i Templariusze'' postanowiłem poszukać w internetowych sklepach ceny tego cuda. Zamiast ceny znalazłem recenzję, która przekierowała mnie na czyjś blog. Recenzja była negatywna, co strasznie mnie zdenerwowało. Kiedy bliżej zapoznałem się, na czym polega blogosfera postanowiłem założyć własnego bloga, na którym chciałem dzielić się własnymi opiniami.I tak powstał mój blog 

Niektórzy blogerzy czuli potrzebę przelania swoich emocji w słowa. Chcieli podzielić się swoimi opiniami na dany temat tak jak Tak dużo książek tak mało czasu: 
http://www.lovebooks16.blogspot.com/
-Moja przygoda z blogosferą zaczęła się bardzo dawno temu, bo prawie 8 lat mija odkąd się wkręciłam w blogowanie. Z początku nie miałam gdzie wylewać swoich myśli tak, by poznać opinie innych osób, co bardzo mi pomagało, więc kiedy natknęłam się na coś takiego jak "blog"od razu wiedziałam, że to moje miejsce. Z biegiem czasu zaczęłam dzielić się z tymi ludźmi swoimi tajemnicami i dość głębokimi przemyśleniami, więc tak jakoś do tej pory to się ciągnie. Zaczynałam od pamiętnika, przez opowiadania aż po grafikę komputerową 

Są też tacy blogerzy, którzy zaczęli publikować w internecie dzięki znajomym. 


-Moje starsze koleżanki prowadziły blogi, więc też chciałam zobaczyć, na czym to polega, dlatego też zaczęłam czytać inne blogi i próbować coś pisać po swojemu.

Dobra książka to rodzaj alkoholu - też idzie do głowy.


http://recenzje-draculi.blogspot.com/
-Chyba jakoś na lekcji wpadłam z przyjaciółkami,żeby założyć bloga - wtedy stawiałam pierwsze kroki, jako recenzentka, a w 2012 na początku lipca postanowiłam spróbować osobno na swoim obecnym blogu. 

Założenie bloga może być także spontaniczne. My books my life wybierając przedmioty ścisłe nie miała zamiaru rozstawać się z literaturą. 

http://mybooksmylife.blog.pl/
-Założenie bloga to był całkowity spontan. Pewnego dnia po prostu pomyślałam, że choć wybieram się do szkoły średniej na profil mający przedmioty ścisłe za rozszerzone, to absolutnie nie chcę kończyć swojej znajomości z książkami, wręcz przeciwnie. Osoby z mojego otoczenia dość dobrze się już orientują, które książki są fajne, a które nie. Zgadnijcie za czyją sprawką. Poza tym, pomimo iż jestem strasznie wredna, niecierpliwa, (ale za to szczera!), to fajnie by było pomóc ludziom kompletnie nieznajomym w doborze książek. Drugim takim powodem jest fakt, że zaczęłam pisać książkę i potrzebowałam opinii osób całkowicie bezstronnych. Tak rozpoczął się self-publishing. Jak kiedyś się uda, to podrzucę moje wypociny do któregoś wydawnictwa, a nuż mi się poszczęści? Poza tym pisanie bloga to wielka frajda, niedługo będę świętować pierwsze urodziny MBML. Dopiero, kiedy patrzę na wpisy, zdaję sobie sprawę z szybkości przemijania czasu. 

Natomiast z Miłoszem z vloga Z kamerą wśród książek było zupełnie inaczej :
https://www.youtube.com/user/zkamerawsrodksiazek
-Ponieważ lubię działać, a w klasie miałem szczęście natrafiać na ludzi otwartych na różne pomysły, w 3 klasie gimnazjum, z okazji dnia kobiet, męska część naszej klasy nagrała piosenkę dla dziewczyn. Do popularnej melodii dopisałem tekst, wymyśliłem aranżację, potem nadzorowałem nagrania. Jednak, kiedy piosenka była już nagrana, stwierdziliśmy, że przydałoby się jeszcze dorobić teledysk. Zadeklarowałem się, że się tego podejmę, mimo że nie miałem żadnego doświadczenia z montażem. Do teledysku użyliśmy filmów z sesji nagraniowych. Montowanie okazało się wcale nie takie trudne. Więcej – okazało się świetną zabawą! Chyba nie muszę dodawać, że piosenka w szkole zrobiła furorę, i do dziś jest wspominana. Zresztą, co będę mówił – posłuchajcie sami: youtu.be/enKAy61JxA4 .To było moje pierwsze zetknięcie z montażem filmów. Potem, naturalne się stało, że na każdą wycieczkę klasową brałem kamerę i montowałem z niej jakiś film. Kiedy więc nieuchronnie zbliżał się kolejny Dzień Kobiet, razem z moimi kolegami, Olkiem i Maćkiem zaczęliśmy myśleć, co można zrobić, aby przebić sukces ubiegłorocznej piosenki. Padło na film. I tak, mówiąc w skrócie, powstała Grupa Filmowa RaFiKo. Prace nad filmem miały nam zająć tydzień, ale tak nam się to spodobało, a projekt się rozwinął, że przedłużyły się do roku. Tak, więc na wyjątkowy prezent dziewczyny musiały tym razem czekać 2 lata. Działanie w RaFiKo dało mi duże doświadczenie – z racji, że było nas trzech, każdy musiał umieć robić wszystko: napisać scenariusz, znaleźć miejscówkę do nagrań, a w końcu stanąć przed kamerą, jako aktor, albo, za, jako operator. Nie mówię oczywiście już o całej post produkcji – montażu, skomponowaniem muzyki do tego filmu, czy później jego promocją i dystrybucją. Z RaFiKo działaliśmy przez kolejne dwa lata, chcą tworzyć tzw. ambitne kino (jak na przykład etiuda filmowa nawiązująca do filmów Chaplina – „Tańczący z Arbuzem”) jednak nasze filmy nie miały feedbacku. Mało, kto je oglądał, a jeszcze mniej osób oglądało świadomie, zastanawiając się, co chcieliśmy przekazać danym filmem. I tak we mnie powoli budził się do tego sprzeciw. Chciałem tworzyć coś nie tylko dla samej potrzeby tworzenia, ale... dla ludu. Coś lżejszego, rozrywkowego, zabawnego. Myślałem tak: „Co poza muzyką i filmami zajmuje mi najwięcej czasu? Hmmm... Książki!”. I tak powstał internetowy program Z kamerą wśród Książek. 

A oto moja historia :

-W szkole uwielbiam pisać wypracowania i zawsze dostawałam od nauczycielki pochwały. Pisanie sprawiało mi przyjemność. Postanowiłam to robić częściej i założyłam bloga. Nie wiedziałam, o czym pisać. Postanowiłam po jakimś czasie, że mój blog będzie o kulturze, bo interesuje się nią a nie chciałam pisać o czymś, na czym się nie znam. Na początku to była amatorszczyzna. Nie potrafiłam posługiwać się stroną na wp.pl, bo tam właśnie założyłam pierwszy blog. Po roku postanowiłam przenieść stronę na blogspota. Dziś prowadzę 3 blogi.Odkąd zaczęłam blogować minęło prawie 2 lata (za 3 miesiące) i już nie wyobrażam sobie bez tego życia. Nawet jeżeli moje pisanie nie jest perfekcyjne to nie zrezygnuje z niego, bo kocham to. 

A jak zaczęła się twoja przygoda z blogowaniem? 


Dziękuję wszystkim, którzy opowiedzieli swoją historię. Bez was nie powstałby ten wpis. 

Udostępnij ten wpis /span>

4/04/2014

#03 - Oko w oko z Mateuszem Krautwurstem

Kim jest Mateusz Krautwurst? To polski młody artysta. Niektórzy z was mogą go kojarzyć z programów takich jak " Szansa na sukces”, „Fabryka gwiazd", czy "The Voice of Poland". Mateusz opowiada między innymi o tym, że wziął udział w programach typu talent show tylko, dlatego, żeby zyskać sympatię odbiorców, ale także o miłości do muzyki, czy o swoim drugim talencie, którym jest pisanie. Zapraszam na wywiad z kolejną osobą z pasją. 


fot. Łukasz Migda

1. Dlaczego wybrałeś śpiewanie, jako zajęcie na życie?

- Nie wybrałem śpiewania. To byłoby za mało. Nie nazwałbym tego roszczeniowym podejściem do życia, lecz pewną nadzieją, że mogą mnie w życiu spotkać wielkie rzeczy. Dotyczy to pozytywnego myślenia w wielu aspektach - od zdrowego, mądrego dziecka, przez spokój ducha, miłość, dom, po konsekwencje podążaniu własną muzyczną drogą. W każdym razie wciąż staram się dreptać własną ścieżkę. Samo śpiewanie nie wypełnia mojego życia bez reszty. Uwielbiam aranżować, tworzyć, szukać brzmienia własnego głosu, szukać przekazu, treści, ale również możliwości odpowiedniej publikacji własnego materiału muzycznego. Z zewnątrz to może wyglądać nieco jak obłąkanie - sam nie wiem,czy to wiara w brzmienie konkretnych plików pozwala mi wciąż nie odpuszczać, czy chodzi tylko o przetrwanie między zmieniającymi się kartkami kalendarza. Na pewno doświadczam 10 roku życia "z muzyki". Większość tego czasu spędziłem na pisaniu muzyki, słów, setek zdań w mailach lub zupełnie dla siebie, zapełniając stosy kartek. Śpiewać jednak potrzebuję najszczerzej.

2. Od jak dawna śpiewasz?

- Śpiewam od zawsze. Solo na scenie... pierwszy raz, gdy miałem 13/14 lat. Myśl o życiu z muzyką, na co dzień od zawsze niemal zajmowała moją głowę. 

3. Czy ktoś jeszcze z Twojej rodziny śpiewa?

- W mojej rodzinie śpiewało się sporo. Zawsze było sporo młodych ludzi, dzieci sióstr, itd. Nigdy nie pomyślałem nawet przez chwilę, że można to traktować, jako sposób an życie. Nie dziwię im się. To ryzykanckie, tak sobie po prostu postanowić śpiewać i ... temu poświęcać każdą wolną chwilę. Nikt nie może dać nam - wokalistom pewności, że będziemy wzbudzać zainteresowanie odbiorców przez całe lata, starzejąc się z naszą publiką, widząc migrację pokoleń, itd. 

4.Grasz na jakiś instrumentach? Jeśli tak,to na jakich?

- Radzę sobie z instrumentami klawiszowymi. Dzięki temu mogę nagrywać partię fortepianu, ale też korzystać z dobrodziejstw wirtualnego instrumentarium. Klawiatura stage piano jest niejako kontrolerem wirtualnych instrumentów.

5. Kto inspiruje Cię w muzyce?

- Inspiracją są mi najbliżsi, przyjaciele, czasem zupełnie przeciwnie - ludzie, którzy życzą mi źle, którzy czasem są wstanie poświęcać swój czas, montując filmy na YouTube, wietrząc spisek w moich relacjach z ludźmi z branży, szukając sposobu, abym nie mógł żyć z muzyki. Wiele rzeczy nie zabiło mnie do dziś, więc wierzę, że umiem konwertować negatywną energię tak, aby zasilała moje baterie przekornie i groteskowo;) Jeśli chodzi o styl muzyczny, bliskie mi zawszy były mi soul, r'n'b, jazz, funk, ale też pop - choć z biegiem lat zaczyna to oznaczać coraz inną muzykę.

6. Pamiętasz swój pierwszy występ/koncert? Jaki się wtedy czułeś?

- Pamiętam swój pierwszy występ. Pamiętam też pierwszy koncert z The Positive. To dwa osobne początki, bo i na linii czasu dzieli je sporo lat. Pierwsze kroki na scenie stawiałem, jako 9-latek. Dla mnie był to świetny czas z grupą przyjaciół. No tak, stres również, obawa przed krytyką, może żądza braw - to wszystko, co oznacza scenę w ogóle.

7. Czy gdybyś mógł cofnąć czas i być kimś innym wybrałbyś tą samą ścieżkę życiową?

- Po obejrzeniu "Efektu motyla",za china nie chciałbym ryzykować i grzebać w swojej przeszłości;) Wierzę, że można było uniknąć wielu błędów, złych decyzji, można pewnie było powstrzymać wiele słów, które i tak nie powinny paść, ale... jestem dziś sumą wszystkich doświadczeń, pewnie tym, co jadłem i jak "prowadziłem się". W takim równaniu pragnę być tym, kim jestem, z taką codziennością, z konkretnymi problemami, ale też wszystkim, co prawdziwie dobre i wartościowe.

8. Wszyscy kochają muzykę z różnych powodów. Dlaczego ty ją pokochałeś?

- Pokochałem muzykę za to jak na mnie działa. Za to, że krew płynie czasem szybciej, za to, że niektóre utwory potrafią podnieść włosy na ręce, zostawiając "gęsią skórkę" na dłużej. Kocham muzykę za to, jaką wolność mi daje. Za to, że jest częścią mnie, co uzmysłowiła mi, wpadając na mnie być może przypadkiem. Wiele czynników sprawiło, że zobaczyłem instrument, jako dziecko. Przecież mógł mnie nie zafascynować, a jednak zrobił to, co zmieniło wszystko.

9.Co się zmieniło się po twoim udziale w TVOP?

- The Voice był ważnymi momentem w moim życiu. Nie cierpię konkursów, wyścigów dla muzyków. Cieszę się jednak, że mogłem nawiązać lepszy kontakt z tymi, którzy już słuchali mojej muzyki. Cieszę się, że dotarłem do sporego grona nowych słuchaczy, że śledzą moje ruchy, czekają na muzykę. Dzięki temu pragnę ją tworzyć, czuję sens tej pracy, inwestycji, itd. Nigdy nie oczekiwałem, ze wygram The Voice. Nie było, poza tym nagrody. Wydanie płyty na mocy najgorszego na rynku kontraktu fonograficznego nie jest nagrodą. Po pierwszej edycji The Voice nie pojawiły się też nagrody finansowe. No, dostałem mp3-playera od Sony - sponsora tamtej edycji programu. Proszę jednak pamiętać, że wygrana w programie nie jest celem udziału w programie talent-show. Każdy z uczestników ma możliwość zaprezentować szerokiej publiczności to jak słyszy i tworzy muzykę. Jeśli ktoś oczekiwał ode mnie, że będę walczył o jakieś niepoważne porozumienia prawne, krępujące moje ruchy i uzależniające od decyzji "sprzedawców muzyki", to był w błędzie. Jedyne, o co można walczyć w telewizyjnym konkursie wokalnym, to sympatia odbiorców, wzbudzenie zainteresowania, które przełoży się na życie zawodowe, na stawki koncertowe, ilość propozycji współpracy oraz możliwość odpowiedniej publikacji własnej twórczości. Ja tak to odbieram. Mam nadzieję, że to nikogo nie urazi.

10. Rodzina wspiera cię w twoim tworzeniu, czy raczej chcieliby żebyś nie szedł w kierunku muzyki?

- Rodzina żyje swoim rytmem, spotykamy się przy okazji wspólnie spędzanych świąt, wolnego czasu, okazjonalnych imprez, itd. Dla wszystkich muzyka jest moją pracą. Prowadzę firmę, w której świadczę usługi producenckie/wokalne/twórcze oraz sprzedaję licencję na własną muzykę - od sprzedawcy płatków śniadaniowych różni mnie w zasadzie kod PKWiU na wystawianej przeze mnie fakturze. Jasne, że się realizuję, lecz moi najbliżsi spełniają się w życiu, co nie musi dotyczyć "sceny". Mam w nich, oczywiście, wsparcie emocjonalne - to dla mnie zawsze znaczyło wiele.

11.Wielu ludzi nie wie, że napisałeś książkę. Przyznam, że sama dowiedziałam się o tym niedawno. Co przeważyło nad tym, że wybrałeś muzykę, jako swoją życiową drogę,a nie np. dziennikarstwo?

- W pierwszym roku mojego życia w Warszawie odbyłem praktyki w portalu Wiadomości24. Szybko zrozumiałem, że zupełnie mnie to nie interesuje. Jeśli wadą jest egocentryzm, to mogę ją posiadać. Sprawia to, że potrzebuję czuć w pełni, że pracuję na własne konto, że zawsze znajduję się w odpowiednim porozumieniu, że nie czuję od nikogo gorszy, nie muszę zastanawiać się nad bezpieczeństwem konkretnych inwestycji - nawet czasowych. Dziś, choć to nie sielanka, mogę w ten sposób pracować. Nigdy nie uciekniemy z łańcucha zależności zawodowych, przełożonych, klientów, płatników, itd. Chodzi o to, aby czuć, że wykonywanie pewnej czynności służy jakiejś sprawie i że pieniądze tylko pojawiają się przy okazji. To chyba najspokojniejszy stan ducha;) Książka,to jena z tych rzeczy, które musiały się wydarzyć. Dużo piszę i ... pragnę się tym dzielić. Niewiele osób o tym wie, ale kilka recenzji tych, którzy książkę czytali przekonało mnie, że jej wydanie było dobrą decyzją. Liczę, że będę mógł podzielić się kolejną w odpowiednim czasie.


Zapraszam was do wysłuchania twórczości Mateusza Krautwursta, które mnie osobiście bardzo się podoba YouTube. Muszę dodać, że słuchałam wcześniej piosenek w jego wykonaniu, ale tak regularnie,to chyba dopiero po jego występie w TVOP, a więc można powiedzieć, że zrealizował swój cel- zyskał nowych odbiorców swojej twórczości.
Udostępnij ten wpis /span>

3/14/2014

#02 - Oko w oko z Patrycją Gryciuk


Niedawno na moim blogu mogliście przeczytać recenzje książki "Plan", która według mnie jest jedną z najlepszych książek polskich autorów, którą kiedykolwiek czytałam.Niektórzy wypowiadali się w komentarzach, że chętnie przyjrzą się  bliżej tej powieści, ale byli także tacy, którzy na samym początku powiedzieli tej książce "nie". Kim jest autorka książki, która jednych zachwyca a drugich zniechęca ? Przekonajcie się sami. 






Patrycja Gryciuk-Gros pochodzi z Legnicy.Z zawodu nauczyciel i filolog romański. Pracuje jako nauczyciel języka francuskiego dla obcokrajowców.Od dziecka marzyła o zostaniu pisarką. Jej pierwsze teksty zaczęły powstawać już w szkole podstawowej. W liceum podjęła praktyki w legnickiej redakcji Polskiego Radia Wrocław i tygodniku „Panorama Legnicka”. Występowała także w spektaklach amatorskiego zespołu aktorskiego przy Teatrze im. Modrzejewskiej w Legnicy. W tym czasie do jej pasji literackich dołączyło też zainteresowanie fotografią. Po zakończeniu studiów wiele podróżowała. Mieszkała m.in. we Francji, Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych. Zebrane w tym czasie doświadczenia, poznani ludzie i miejsca zaowocowały napisaniem pierwszej książki pt. „Plan”, będącej efektownym połączeniem romansu i powieści sensacyjnej. Obecnie pracuje nad kolejną powieścią zatytułowaną „450 stron”.Obecnie mieszka we Francji. Ma męża i dwóch synów. Często podróżuje, zawsze z aparatem fotograficznym i książką. Jest entuzjastką ekologii i idei slow-life. Bierze udział w lokalnych inicjatywach ekologicznych i redaguje bloga „PrzEKOnania”. 


1.Czy ma Pani jakąś książkę, którą darzy Pani szczególnym sentymentem czy sympatią np. ze względu na okoliczności, w których została Pani jej posiadaczką, specjalną okazję, prezent czy po prostu taką, która jest absolutnie najlepsza ze wszystkich? 


-Nie posiadam „tej jednej jedynej”, ale kilka tytułów darzę sporą sympatią. Gdybym miała wybrać tę, która towarzyszyłaby mi na bezludnej wyspie, byłaby to „Historia miłości” Nicole Krauss. To wspaniała, romantyczna i tragiczna historia, w dodatku świetnie napisana. Ciekawe i jednocześnie zwyczajne postaci, miłość, samotność, radość i ból. A że fabula jest dosyć przewidywalna, jako czytelnik czułam się w niej bezpiecznie, choć wiem, że nie każdy to ceni. No i ten język! Prosty i piękny jednocześnie (w wersji oryginalnej). Gorąco polecam. 



2. Jaki ma Pani sposób na pisanie? Najpierw ogólny zarys, a później "wypełnienie treścią", czy od razu pisze Pani od początku do końca, nie wiedząc, jakie będzie zakończenie, dopóki nie zostanie napisane? 



-Z „Planem” było tak: najpierw wymyśliłam całą historię, potem zrobiłam kilka notatek, zupełnie niepoukładanych, a następnie zaczęłam pisać. Nigdy nie piszę chronologicznie, tylko buduję sceny, początkowo zupełnie ze sobą niepowiązane. Nie tworzę planu powieści na papierze, mam go jednak w głowie i od początku znam zakończenie fabuły. To oczywiście nie oznacza, że potem w trakcie pisania niczego nie zmieniam. Zdarzają się mniejsze lub większe zmiany. Mogę na przykład zacząć książkę od pisania sceny ze środka fabuły. Następnie składałam różne napisane części po kolei i zaczynam dopisywać brakujące fragmenty. Może się to wydać zupełnie nielogiczne, ale tak właśnie tworzy mi się najlepiej. 



3. Do kogo przede wszystkim skierowane są Pani książki ? 



-„Plan” jest dedykowany kobietom, tym, które określane są mianem romantyczek. Nie jest to jednak prosta, ckliwa opowieść z szczęśliwym zakończeniem, ponieważ książka zawiera krytykę tak często eksploatowanego we współczesnej kulturze motywu disnejowskiej wizji miłości. Chwilami tak proste i banalne pojmowanie i przedstawianie miłości jest pokazywane niemal w krzywym zwierciadle i sądzę, że każda uważna czytelniczka to dostrzega. Książka na początku może sprawiać wrażenie młodzieżowego romansu, co może zaskakiwać, a nawet zniechęcać kobiety dojrzałe. A i to nie zawsze, bo najstarsza czytelniczka „Planu”, o której mi wiadomo, ma 78 lat. Główna bohaterka, Anna, ucieleśnia bowiem młodzieńczą, chwilami irytującą naiwność wielu pokoleń dziewcząt i kobiet, które zostały wychowane na takich właśnie bajkach: piękny, bogaty książę na białym koniu, a potem, żyli długo i szczęśliwie... Chyba każdej z nas zdarzyło się chociaż raz snuć takie marzenia. Rzeczywistość przynosi jednak nie tylko miłe chwile, dlatego z biegiem fabuły klimat książki ulega jednak znaczącej zmianie. Anna dojrzewa, zmienia się sposób, w jaki kocha i chce być kochana. To, że jej historia kończy się dobrze, wynika z tego, że chciałam poprzez „Plan” wnieść odrobinę dobrych emocji, których w życiu nigdy za wiele. 

Miłość zawsze była i będzie ślepa. Szczególnie ta młodzieńcza, więc Annie wiele się wybacza. Często czytelniczki przymykają oko na jej dziwne, irracjonalne decyzje, nierozważne postępowanie czy częste zmiany opinii, bo Anna jest młoda, niedoświadczona, szaleńczo zakochana, a jednocześnie spotyka ją mnóstwo okropnych rzeczy w bardzo krótkim czasie. Jest czasem krytykowana jako postać irytująca i nielogiczna. Nie wiem jednak, jak inaczej można wyobrazić sobie siedemnastolatkę, która w wirze zagrażających jej życiu wydarzeń i w wielkim zakochaniu jednocześnie, mogłaby zachowywać się normalnie i rozsądnie. To dopiero byłoby niewiarygodne! 



4. Czy postacie/ przygody z Pani książek zostały zaczerpnięte z Pani realnego życia? 



-Nie. Część postaci posiada cechy niektórych znanych mi osób, ale żadna z nich nie jest w pełni wzorowana na kimś prawdziwym. Tak samo jest z przygodami bohaterów. Każda fabuła wynika z sumy doświadczeń, wiedzy i wyobrażeń pisarza. Są w niej zatem odbicia miejsc, w których przebywał, potraw, które jadł, widoków, które podziwiał, strachów, które przeżył... Jeżeli gdzieś w świecie jest ktoś dokładnie taki, jak Anna lub Lorcan, to jest to czysty przypadek. (śmiech) 



5.Miała Pani momenty, gdy chciała się Pani przenieść do własnej książki i przywołać do porządku którąś z postaci? 



-Wiele razy. W pisaniu powieści jest taki moment, kiedy bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem i nie udawało mi się tak do końca nimi kierować. Osobowości, które stworzyłam w „Planie” były za silne, żebym mogła o wszystkim decydować. Należy pamiętać, że postać Anny i cała fabuła „Planu” zostały stworzone tak, żeby wywoływać różne, czasem skrajne emocje, więc pewnie u części czytelników pojawiły się też te nieoczekiwane, gwałtowne, a nawet negatywne. I to dobrze, bo właśnie taki jest cel „Planu”. Książka, wobec której pozostajemy obojętni, nie jest warta naszego czasu. Czytaną historię trzeba przeżywać razem z bohaterami, słowa chłonąć na bezdechu, wracać do niektórych partii tekstu, wyobrażać sobie zapachy i dźwięki. W przeciwnym razie nic nie będzie w stanie zachęcić nas do przewrócenia następnej strony... Jeśli lektura nie przynosi emocji, nic innego nie ma znaczenia: ani nazwisko autora, ani zdobyte nagrody czy milionowe nakłady. Książka musi wciągać, by ktokolwiek chciał poświęcać jej czas. Ja tak oceniam wszystkie swoje lektury i myślę, że nie jestem w tym odosobniona. 



6.Kim chciała Pani zostać, kiedy była mała? 



-Nauczycielką i pisarką. 



7.Gdyby byłaby Pani na miejscu głównej bohaterki "Planu", dokonałaby Pani takiego samego wyboru miłości, co ona? 



-Wszystko zależy od naszego wieku i doświadczenia. Teraz patrzę na to inaczej, ale jako siedemnastolatka byłam bardzo naiwna – zupełnie jak Anna - więc pewnie postąpiłabym jak ona. Choć kto wie... Na to pytanie nie mam precyzyjnej odpowiedzi. 



8. Czy zdarza się Pani wzruszać/śmiać podczas tworzenia książki? 



-Wielokrotnie płakałam pisząc niektóre sceny „Planu”. Chyba za bardzo tkwiłam w jego fabule. Pisząc „450 stron” częściej zdarza mi się wybuchać śmiechem. 



9.Czy jest w Pani życiu ktoś, kto Panią inspiruje albo/i jest autorytetem? 



-Moim autorytetem jest moja mama, a inspiruje mnie wiele osób. Najczęściej są to odważne kobiety, które nie boją się kroczyć własną drogą i robią to z uśmiechem na ustach. 



10.Czy czytając książki innych autorów, ma Pani wrażenie, że można by napisać je lepiej? 



-Nie. Większość książek, które dla siebie wybieram, uznaję za bardzo dobre, a tych, które w trakcie czytania okazują się słabe, po prostu nie kończę. Szkoda mi czasu. Ale pewnie niejeden czytelnik czytając książkę, która mu się nie podoba, tak właśnie myśli – że to i owo należałoby napisać w inny sposób. Mało osób zdaje sobie sprawę, jak trudno napisać książkę, którą inni zechcą przeczytać. I nie mówię tu o pozytywnej ocenie książki, ale o samym sięgnięciu po nią. Współczesny czytelnik ma dzisiaj tak wiele pozycji do wyboru, że zwrócenie jego uwagi na daną pozycję już jest sporym osiągnięciem. Jestem pewna, że każdy autor pisze swoje książki najlepiej, jak potrafi. Niektórzy ewoluują, doskonalą swój warsztat, inni nie. Najważniejsze to uczyć się na błędach, wyciągać z nich wnioski i używać swoich doświadczeń do robienia kolejnych dobrych kroków. Dziś wiem, jakie są mocne i słabe strony „Planu”. Moja następna powieść na pewno będzie lepsza. 

11.Czy pamięta Pani pierwszą sytuację kiedy kupując w księgarni jakąś książkę dla siebie została Pani rozpoznana np. przy kasie lub między regałami? Jakie to było uczucie zostać poproszonym pierwszy raz o autograf, jakie emocje towarzyszyły Pani w tamtej chwili? 



-Nie było jeszcze takiej sytuacji. Jestem debiutantką i niewiele osób o mnie słyszało. Ale jestem pewna, że odczułabym całą gamę silnych emocji – wzruszenie, radość, dumę i nieco... zakłopotania, bo nie jestem przyzwyczajona do popularności. Wiem, co odczuwam, kiedy otrzymuję opinie np. w e-mailach. To zawsze jest wielka radość i wdzięczność. Tę ostatnią odczuwam nawet, gdy opinia zawiera w sobie nutę krytyki. 



12.Co robi pani w wolnym czasie, oprócz czytania i pisania? Jakie są pani inne zainteresowania/hobby? 



-Lubię chodzić do kina, słuchać muzyki i fotografować. Uwielbiam podróże. Dużo czasu spędzam z moimi dziećmi. 



13.Czy pisząc pierwszą książkę liczyła pani na to, że odniesie duży sukces, czy robiła pani raczej to tylko dla siebie? 



-Najpierw pisałam dla siebie, ale szybko okazało się, że zależy mi na tym, żeby moja książka sprawiła przyjemność innym. Sukces? Oczywiście, odniosłam go, chociaż moja definicja tego słowa różni się chyba od powszechnie przyjętej. Napisanie książki było dla mnie zmierzeniem się z samą sobą i oto zrealizowałam swój wielki plan. Sukcesem jest email otrzymany o trzeciej nad ranem od dziewczyny, która właśnie skończyła czytać „Plan” i książka tak bardzo ją poruszyła, że z miejsca postanowiła do mnie napisać. Sukcesem jest dla mnie to, że ktoś pisze na swoim blogu, że ta powieść go opętała, że nie może przestać o niej myśleć, itd. Coraz więcej osób czyta i bardzo pozytywnie ocenia „Plan”. Wiele z nich napisało mi, że czeka już na moją następną powieść. Czuję, że odniosłam sukces. 



14.Jakie gatunki literackie czyta Pani najczęściej? 



-Czytam powieści - kryminały, romanse - i dużo książek dla dzieci. Uwielbiam literaturę dziecięcą, pracuję w szkole i przez dwa lata byłam bibliotekarką, stąd to zamiłowanie. Moim dzieciom czytam codziennie. 



15. Planuje Pani przyjechać do Polski i spotkać się z fanami Pani twórczości? 



-Na razie nie mam takich planów. Mam na swoim koncie jedno spotkanie autorskie, zorganizowane przez Bibliotekę Publiczną w Legnicy, moim rodzinnym mieście. Jeżeli kiedyś ktoś będzie zainteresowany kolejnym takim spotkaniem, to być może zostanie ono zorganizowane. 



16.Czy rodzina wspiera Panią w tym co Pani robi, czy raczej są wkurzeni, bo nie ma Pani dla nich czasu? 



-Tylko dlatego udaje mi się pisać, że moja rodzina stoi za mną murem. (śmiech) 



17. Wiem, że mieszka Pani we Francji. Czy ma Pani tam swoich wiernych czytelników? 



-„Plan” nie został przetłumaczony na język francuski, ale wielu moich znajomych wie, że napisałam książkę i znają zarys jej fabuły. W miejscowości, w której mieszkam, merostwo zorganizowało nawet małe święto z okazji wydania „Planu”. To był bardzo miły gest, bo przecież nikt z francuskojęzycznych mieszkańców książki nie mógł przeczytać. Powieść poznało wielu Polaków mieszkających we Francji i Stanach Zjednoczonych. Mam nadzieję, że liczba czytelników zwiększy po publikacji wersji angielskiej, już za parę miesięcy. 



18. Dlaczego zaczęła Pani pisać ? 

-Bo czułam taką potrzebę, bo chciałam spełnić swoje marzenie, bo miałam dobrą historię w głowie i ważny przekaz, bo najbliżsi we mnie wierzyli i namawiali do tego, żebym to zrobiła. Stwierdziłam w końcu, że muszę się odważyć i zaryzykować. 


19. Jakiej porady udzieliłaby Pani osobom, które chcą pisać, ale się boją, albo piszą tylko"do szuflady"?. 


-Z pewnością nie ma czego się bać. Trzeba jednak nabrać dystansu do swojej twórczości i być przygotowanym na krytykę, co jest bardzo trudne, ale konieczne. Nie ma takiej książki, która spodobałaby się wszystkim. Nie ma książki idealnej, mimo, że komuś może się wydawać, że taka istnieje. Jednym tekst się spodoba, innym nie. Gusta literackie są bardzo subiektywne i trzeba o tym pamiętać na każdym kroku. Kiedy ktoś krytykuje „Plan”, popierając swoje słowa konstruktywnymi i prawdziwymi argumentami, staram się wyciągnąć z tego lekcje. Wiem, że ta osoba nie krytykuje mnie, ale to co przeczytała, moją wizję czy jej wykonanie. Większość czytelników i recenzentów zdaje sobie sprawę z tego, ile pracy i serca autor wkłada w napisanie książki i to szanuje. A kiedy ktoś chce mnie skrytykować dla własnej satysfakcji, od razu to widać i wtedy po prostu przymykam na to oko. Żaden autor nikogo nie zmusza do czytania swoich książek. Każdy czyta to, co wybrał sobie sam, zatem poniekąd na własne ryzyko. Nie lubię powieści historycznych czy fantasy, więc się za takie nawet nie biorę. Czytam to, co ma szanse mi się spodobać, bo już dobrze znam swój gust. Zdarza się oczywiście, że książka, po która sięgnęłam, nie podoba mi się, ale wtedy po prostu ją odkładam. Nie odsądzam za to jej autora od czci i wiary. 

Oto moja rada dla każdego, kto marzy o pisaniu: jeśli tylko uważasz, że nosisz w głowie dobrą historię, pisz. Każdego dnia, zdanie po zdaniu... Zrób to najpierw dla siebie, a potem, kiedy skończysz, sam zadecydujesz, czy masz ochotę podzielić się tą opowieścią ze światem. 


Dziękuję autorce za poświęcony dla mnie czas. Życzę Pani, aby każda kolejna powieść była lepsza od poprzedniej i żeby odczuwała Pani satysfakcję i szczęście z pisania.  

Udostępnij ten wpis /span>

2/22/2014

#01 - Oko w oko z EivLadris


Dziś pierwszy wpis z nowej akcji na moim blogu "Oko w oko", czyli seria wywiadów z ludźmi z pasją i nie tylko.Przed wami wywiad z siedemnastoletnią Eweliną. Kim jest ta dziewczyna, że postanowiłam zadać jej kilka pytań? Otóż Ewelina jest vlogerką. Na swoim kanale na YouTube "EivLadris" tworzy filmy, w których opowiada o ulubionych książkach, filmach i serialach. A teraz poznajcie ją lepiej!





1.Jak zaczęła się twoja przygoda z YouTube?

-Dwa lata temu bardzo zainspirowałam się działalnością amerykańskich vlogerów i chciałam również mieć swój kanał. Przeżywałam wtedy wyjątkowo jakąś książkę, którą właśnie czytałam i miałam ochotę dzielić się swoimi przemyśleniami na jej temat z całym światem, więc stwierdziłam: hmm czemu by ich nie nagrać i nie wrzucić na YouTube? Tak też zrobiłam i jakoś tak wyszło, że zajmuję się tym do dziś.

2.Od kiedy prowadzisz kanał na YouTube?

-Od stycznia 2012.

3.To co robisz na YouTube traktujesz tylko jako pasję,czy wiążesz z tym swoją przyszłość?

-Jak na razie jest to jedynie moje hobby. Czerpię przyjemność i z dzielenia się moją pasją, a także z rozmów z widzami, którzy często okazują się wspaniałymi, ciekawymi ludźmi. Może w przyszłości będę miała więcej czasu i możliwości na częstsze kręcenie i zyskam jeszcze szerszą publiczność, ale jak na razie wolę nie wyprzedzać faktów. Zobaczymy,jak to będzie.

4.Jak zmieniło się twoje życie od pierwszego filmiku?

-Zdecydowanie polepszył się mój image ;) Zmieniłam się zarówno pod względem psychicznym i fizycznym, trochę dojrzałam. Poza tym dzięki swojej internetowej działalności poznałam wspaniałych ludzi,o których istnieniu inaczej nie miałabym pojęcia.

5.Czym interesujesz się poza tworzeniem filmików na YouTube?

-Szczerze, to jestem dość nudną osobą. Aktualnie oprócz chodzenia do szkoły zajmuję się też nauką języka hiszpańskiego, która (o dziwo) jest dla mnie przyjemnością. Interesuję się również modą oraz fotografią.

6.Jakie książki czytasz ?

-Nie ograniczam się do jednego gatunku. Najczęściej interesuje mnie tematyka książek młodzieżowych, ponieważ wtedy mogę utożsamić się z bohaterami i bardziej wczuć w akcję, ale jeśli książka jest ciekawa i dobrze napisana, to będę czerpać z niej przyjemność niezależnie od tego, w jakim dziale księgarni ją znalazłam.

7.Czy korzystasz z książek elektronicznych?Myślisz,że wyprą tradycyjne książki?

-Nie jestem wielką fanką ebooków. Czasem pokuszę się na ściągnięcie jakiejś książki w pdfie po to, żeby móc mieć ją zawsze przy sobie na telefonie i sięgnąć po nią w razie nagłego napadu nudy. Najczęściej są to niezbyt ambitne lektury nadające się do czytania w tramwaju, które mogę przerwać w dowolnym momencie i wrócić do nich kiedy indziej. Swoje ukochane książki jednak zdecydowanie wolę mieć w formie papierowej i sądzę, że jest wielu takich pasjonatów jak ja i tradycyjne książki nie znikną z półek w najbliższej przyszłości.

8.Jaka jest twoja ulubiona książka z dzieciństwa?

-Temu tematowi poświęciłam cały filmik, ponieważ uważam, że książki z dzieciństwa miały duży wpływ na kształtowanie mojej osobowości.Jeśli chodzi o konkretny tytuł, to nie mogę nie wspomnieć o serii "Harry Potter", której fanką jestem do dziś.

9.Gdybyś mogła być przez jeden dzień bohaterem/bohaterką z książki którego byś wybrała? 

-Trudne pytanie! Zdecydowanie chciałabym mieszkać w świecie "Nocnych Łowców" wykreowanym przez Cassandrę Clare w seriach "Dary Anioła" i "Diabelskie Maszyny". Moją ulubioną bohaterką jest chyba Tessa, ale jej życie jest dla mnie zbyt skomplikowane, więc powiedzmy, że wybrałabym Clary Fray. 

10.Jak reagują twoi znajomi na to, że czytasz książki i działasz aktywnie na YouTube ?

-To, że czytam, nie jest czymś zaskakującym, ponieważ większość moich znajomych również lubi spędzać wolny czas zanurzając się w lekturze. Odkrycie mojego kanału było dla nich zaskoczeniem, ale wszyscy podchodzą do tego pozytywnie, a niektórzy wiernie oglądają moje filmiki i wspierają mnie w "jutjubowej" działalności (pozdrawiam Oskara)

11.Czy rodzina wspiera cię w tym co robisz ? 

-Niekoniecznie. To znaczy, nikt nie ma nic przeciwko temu, że emocjonuję się czymś przed kamerą, a potem wrzucam to do Internetu. Rodzice ufają mi, więc mnie nie sprawdzają, a że nie są specjalnie zainteresowani tym, o czym mówię w swoich filmach, to w ogóle nie mają potrzeby ich oglądać.

12.Jakie rady dałabyś osobom, które chcą rozpocząć swoją przygodę z YouTube?

-Po prostu próbujcie. Jeśli nie uzyskacie takiej reakcji widzów, jakiej oczekujecie, nie przejmujcie się. Z robieniem filmików jest jak ze wszystkim: trening czyni mistrza. Pewności siebie i łatwości mówienia przed kamerą nabiera się z czasem, więc znajdźcie swój temat i do dzieła!

13.Czy pamiętasz wiadomość albo komentarz od stałego widza, który sprawił ci ogromną przyjemność?

-Wszystkie pozytywne komentarze są dla mnie ogromnie miłe i dają mi motywację do dalszego działania. To wspaniałe, kiedy ludzie dają znać, że doceniają to, co robię, a co więcej, oglądanie mnie sprawia im przyjemność. Chyba jednym z największych komplementów było dla mnie, kiedy czytelnicy "Diabelskich Maszyn" twierdzili, że przypominam im Tessę. Uwielbiam być porównywana do książkowych bohaterek ;)

14. Czy zdarzyło ci się usłyszeć słowa krytyki co do twojego kanału na YouTube? Jeśli tak to jak to przyjęłaś?

-Osobiście rzadko mam do czynienia z tzw. "hejterami", a jeśli już to zupełnie nie zwracam uwagi na ich bezsensowne (często niepoprawne ortograficzne) komentarze. Konstruktywna krytyka to jednak zupełnie co innego, więc kiedy ktoś kulturalnie zwraca mi na coś uwagę, jak najbardziej biorę to sobie do serca.

Na koniec chciałam bardzo podziękować Ewelinie za poświęcony czas na odpowiedzenie na pytania. 

Ewelino życzę ci, aby twoje filmiki były co raz lepsze no i oczywiście życzę ci fantastycznych filmów i książek do recenzowania, ale także czytelników, którzy docenią to co robisz. 

Na koniec zapraszam wszystkich na kanał EivLadris na YouTube.Jeżeli lubisz oglądać filmiki o kulturze na pewno znajdziesz coś tam dla siebie. 

http://www.youtube.com/user/EivLadris


Udostępnij ten wpis /span>
Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.