7/28/2014

#06 - Przyjaźń między blogerami- prawda, czy fikcja ?

#06 - Przyjaźń między blogerami- prawda, czy fikcja ?


Podczas przygody z blogowaniem poznajemy ciągle nowe osoby. Z niektórymi nie będziemy utrzymywać kontaktów a niektórzy zdobędą naszą sympatię i pozostaną z nami na dłużej. Więc jak to jest z tą przyjaźnią blogerską? Istnieje, czy nie? W dzisiejszym wpisie możecie poznać opinie na ten temat innych blogerów, którym dziękuję za pomoc w tworzeniu tego wpisu. 

Ja sama długo zastanawiałam się nad kwestią przyjaźni blogerskiej. Żyjemy w czasach, gdzie każdy ze sobą rywalizuje, chcąc być lepszym od drugiego. Tak samo jest w blogosferze."Wyścig szczurów" nigdy nie ustaje. Czy w takim świecie może zrodzić się przyjaźń ? 

Może na początku zastanówmy się czym jest przyjaźń. Otóż przyjaźń to emocjonalna więź oparta na wzajemnym zrozumieniu, wspólnych doświadczeniach.Jak powiedział kiedyś Teofrast z Eresos przyjaciel to „drugie ja”. Przyjaciel wspiera bez względu na wszystko i jest przy tobie nie tylko w wesołych momentach, ale także w tych chwilach, w których z oczu wylewają się łzy. 



Wiele osób poznaje się przez internet. Piszą o swoich wspólnych pasjach itp. Z każda nową wiadomością poznają się lepiej. Ale czy w wtedy można mówić o przyjaźni? Moim zdaniem nie. To tylko znajomości. 

Ja nie przyjaźnię się z żadną blogerką, ale mam bardzo dobre kontakty z Justyną z bloga Recenzje Nadine i z kilkoma innymi osobami.Mamy wspólne pasję: czytanie i blogowanie. Obie kochamy Indie. Piszemy ze sobą bardzo często, nie tylko o książkach, ale także o życiu prywatnym. Niestety z Justyną nie miałyśmy okazji się spotkać, bo mieszkamy daleko od siebie, ale cieszę się, że mogłam ją poznać. Justyna pozdrawiam cię serdecznie. 

To w końcu jak jest z tą przyjaźnią między blogerami ? Ja trochę wątpię w jej istnienie, ale niektóre wypowiedzi moich koleżanek po fachu trochę mnie przekonały.


Autorka bloga Wyznania książkoholiczki to doskonały przykład na to jak wspólna pasja może przerodzić się  nie tylko w wzajemne odwiedzanie swoich blogów,czy pisanie o zainteresowaniach, ale także w spotkania w realu i wspólną naukę w szkole. 


Oczywiście, że przyjaźń między blogerami istnieje. Przekonałam się o tym wiele razy, gdyż już na samym początku prowadzenia mojego bloga zaprzyjaźniłam się z kilkoma blogerkami i pewnie bez niektórych z nich mój blog w ogóle by nie istniał. Jakiś czas temu poznałam się również z Julią z MOREJULIE i od słowa do słowa wyszło na to, że teraz jest moją najbliższą przyjaciółką. Wszystko zaczęło się od blogowania, wspólnej pasji, a teraz odwiedzamy się cały czas, a od września będziemy chodzić do jednej szkoły. Zresztą wiele osób, które poznałam przez bloga jest mi teraz bardzo bliskich. Cały czas do siebie dzwonimy, rozmawiamy przez Skype'a bądź piszemy na Facebooku. To świetne, że wspólna pasja potrafi tak bardzo połączyć ludzi, a blogowe znajomości przeradzają się w przyjaźnie w rzeczywistości.

Marta Bilewicz autorka książki "Goniąc cienie" , której recenzje możecie przeczytać na moim blogu nie wątpi w istnienie blogerskiej przyjaźni a o znajomości internetowej może powiedzieć sporo. 



Być może faktycznie istnieje szczera przyjaźń pomiędzy blogerami, ale osobiście jestem ostrożna określaniu przyjaźniami znajomości czysto internetowych. Oczywiście absolutnie ich nie wykluczam, bo sama też mam kilkoro znajomych, z którymi poznałam się poprzez blogi i utrzymuję znajomości w realu. W chwili obecnej jednak nie przyjaźnię się z nikim, kto prowadzi bloga. Owszem, mam wielu znajomych, z którymi utrzymuję kontakt, ale "przyjaźń" to poważne słowo. Przynajmniej dla mnie i pochopnie nie nazywam nikogo przyjacielem. Myślę jednak, że może taka blogowa przyjaźń istnieć i się rozwijać, bo niby czemu nie? Internetowe znajomości mają ogromną szansę przetrwania i istnienia, kiedy się o nie odpowiednio zadba. Jestem tego dobrym przykładem - swojego męża poznałam przez internet blisko 15 lat temu.

Blogerka z Książka od kuchni  sama jedynie koresponduje przez internet z osobami, które mają podobne pasje do niej, ale jeszcze nie miała okazji spotkać się z tymi osobami w realu.  


Wydaje mi się, że przyjaźń nie zna granic, więc istnieje także między blogerkami. Na pewno sprzyja zaprzyjaźnianiu fakt, że podziela się zainteresowania. Czasem jednak odnoszę wrażenie, że nie wszystkie "przyjaźnie" są prawdziwe blogowe. Podziwiam jednak osoby, które mogą spotykać się ze sobą i rozmawiać o ulubionych książkach i bardzo im zazdroszczę, naprawdę! Sama nie mam przyjaciółek w blogosferze, rozmawiałam z nielicznymi blogerkami poza ich blogami - na Facebooku czy mailowo. Z niektórymi piszę listy. Są to właśnie dziewczyny, które poznałam dzięki blogom. Na pewno jedną z nich bardzo bym chciała poznać w realu (Martyna, o Tobie mowa!), a jedną zobaczę już niedługo (tak, Daria, o Tobie). Ogólnie uważam, że to ciekawe doświadczenie przyjaźnić się z kimś, kto ma podobne pasje do mnie i robi podobne rzeczy, co ja.

Iwi z Nasz Książkowir wie,co to przyjaźń blogerska, w której nie ma zazdrości o odniesione sukcesy w blogosferze. A jednak się myliłam. 



Więc... przyjaźń na blogsferze jest jak najbardziej możliwa, co widać np. po moim blogu. Wcześniej (z obecnego składu) znałam tylko Ariadę. Kiedy dołączyły do nas inne dziewczyny, zastanawiałam się, jak będą wyglądały nasze relacje. Mogę (z uśmiechem na twarzy) powiedzieć, że są mi bliskie... i traktuje je jak siostry. Cieszę się z tego, że moje pasje (jakimi są czytanie i pisanie) pozwoliły mi poznać tak wspaniałe osoby, z którymi mogę podzielać swoje zainteresowania.

Autorka strony Zanurz się w książkach rodem z Niebios całkowicie zaprzecza istnieniu przyjaźni między blogerkami. Dla niej to fikcja. 


Jeśli zaś chodzi o przyjaźń między blogerkami, to uważam, że jest to zbyt mocne słowo. Owszem wiem, że wiele osób koresponduje ze sobą na tej płaszczyźnie, aczkolwiek ja osobiście myślę, że jest to tylko sfera koleżeństwa. Ja osobiście mam wiele znajomych internetowych, które prowadzą bloga i miło jest z nimi czasem porozmawiać tak od serca, aczkolwiek wiem, że rozmowa przez internet nie zawsze jest tak udana, jak rozmowa twarzą w twarz. Dlatego też uważam osobiście, że przyjaźń między blogerkami nie istnieje, bardziej jakiegoś rodzaju więzi i podobieństwa.

7/28/2014

Wyniki rocznicowego konkursu

Wyniki rocznicowego konkursu
Ogłoszenie wyników to moment zawsze emocjonujący. Nie ważne, czy chodzi o wyniki matury,sprawdzianów, czy konkursów na blogu. Każdy chce, aby mu dobrze poszło. Nie macie pojęcia jak trudno jest wybrać zwycięzców. Chciałabym nagrodzić wszystkich, ale niestety nie było to możliwe i musiałam wybrać  tylko 3 osoby a do konkursu zgłoszeń otrzymałam 5. 

MIEJSCE 1

Justyna Wysowska / Dżastin
 

MIEJSCE 2 

Marta Serafin


Plus informacja do zdjęcia : 

Co autor miał na myśli? Dosłownie: mam nadzieję, że córka wyssie miłość do książek z mlekiem matki ;) A na poważnie; zdjęcie pokazuje że nawet będąc zapracowaną mamą kilkumiesięcznego brzdąca można nadal realizować swoje największe hobby. Czasem konieczny jest mały kompromis, czasem przydaje się umiejętność godzenia przyjemnego z pożytecznym. Ale z pewnością nie jest to pretekst do porzucenia książek i rezygnacji z siebie.

MIEJSCE 3  

Marlena Marszałek



Dziewczyny proszę o wysłanie na email sylatyla@interia.pl swojego adresu. Na początku proszę, aby Justyna Wysowska wybrała 3 nagrody. Gdy to zrobi napiszę do pani Marty o wybór 2 pozycji z nagród, które zostały. Niestety do Marleny powędrują dwie nagrody, które nie zostaną wybrane przez dziewczyny. 


Ale to jeszcze nie koniec obdarowywania was prezentami. Wydawnictwo Feeria zasponsorowało książkę do konkursu i osoba, do której powędruje książeczka została wyłoniona w drodze losowania. 

Przypominam, że wydawnictwo przekazało w moje ręce :

W puli znajduje się 5 karteczek z cyframi od do 5.

1. Laura Mazur
2.Marta Serafin
      3.Justyna Wysowska
   4.Aneta Szewczyk
     5.Marlena Marszałek

Numer osoby to kolejność komentarza z zgłoszeniem do konkursu. 


A więc losujemy.......


czyli książka od Wydawnictwa Feeria powędruje do Marty Serafin. Gratuluję. 



Na koniec przedstawię wam pozostałe zdjęcia zgłoszone do konkursu, których niestety nie mogłam nagrodzić, chociaż chciałam. 




Na koniec chciałam podziękować wszystkim za życzenia z okazji 2 rocznicy blogowania i za to, że jesteście ze mną. Za jakiś czas odbędą się kolejne konkursy i mam nadzieje, że weźmiecie w nich udział. Przypominam zwycięzcom o wysłaniu adresów. 








7/21/2014

#29 - Kosogłos

#29 - Kosogłos
Tytuł: "Kosogłos".                                                     Seria: "Igrzyska Śmierci" (Tom III) .
Autor: Suzanne Collins .
Ilość Stron: 371 .
Wydawnictwo: Media Rodzina 


12 dystrykt. To tam rozpoczęła się akcja pierwszej części trylogii Suzanne Collins. Powieści, do, której nie byłam do końca przekonana, ale gdy ją przeczytałam całym sercem pokochałam ją. W 12 dystrykcie także kończy się ta cudowna historia. Nie mogę uwierzyć, że to już koniec, ale jedno wiem na pewno. Całą trylogię zapamiętam na długo. 

Katniss Everdeen wraz z matką i siostrą mieszka w Trzynastce - legendarnym podziemnym dystrykcie, który wbrew kłamliwej propagandzie Kapitolu przetrwał, a co więcej, szykuje się do rozprawy z dyktatorską władzą.
Katniss mimo początkowej niechęci, wykończona psychicznie i fizycznie ciężkimi przeżyciami na arenie, zgadza się zostać Kosogłosem - symbolem oporu przeciw kapitolińskiemu tyranowi.

Po przeczytaniu Kosogłosa poczułam się dziwnie z dwóch powodów. Zdałam sobie sprawę, że to już na prawdę koniec tej niesamowitej historii oraz czułam lekki niedosyt. Gdy czytałam książkę każdy mi mówił, że trzecia część jest najlepsza i będę płakać, co w moim przypadku to duże prawdopodobieństwo, ale tak się nie stało. Nie mówię, że Kosogłos był słaby. Wręcz przeciwnie. Ta książka była genialna, ale chyba miałam zbyt wysokie oczekiwania. Nie potrafię wybrać najlepszej części. Dla mnie wszystkie był genialne.

Pojawiają się nowi bohaterowie, którymi są mieszkańcy 13 dystryktu, ale także powracają postacie z poprzednich części jak np. Haymitch i ekipa przygotowawcza Katniss, Prim wraz z mamą. 

W całej trylogii autorka uśmierciła moich dwóch ulubionych bohaterów: Cine, Finnicka. Dlaczego pisarze muszę zawsze zabijać najlepsze postacie? Nigdy tego nie przeboleję. 

Najbardziej w Kosogłosie podobał mi się wątek Peety. Nie spodziewałam się takiego obrodu sprawy. Ci, którzy czytali tę książkę wiedzą, o co mi chodzi. 

Mocno zaciskam oczy i usiłuję nawiązać z nim kontakt na odległość wielu setek kilometrów, przesłać mu myśli, dać mu znać, że nie jest sam, choć tak naprawdę jest i może liczyć tylko na siebie. Nie zdołam mu pomoc. ~Katniss

W tej części także bardzo spodobała mi się relacje Katnis z Haymitchem. Odniosłam wrażenie, że zbliżyli się do siebie, mimo tego, że dziewczyna na początku nienawidziła go.
Snow jest gotów zrobić wszystko, żeby wyprowadzić mnie z równowagi. ~Katniss
Kilka par rąk chce mnie objąć, ale tak naprawdę pragnę wsparcia Haymitcha, bo on również kocha Peetę. Wyciągam dłonie, chyba nawołuję mentora, i wtedy zjawia się, tuli mnie i klepie po plecach.
- Wszystko dobrze – mówi. – Wszystko będzie dobrze, skarbie. – Sadza mnie na fragmencie przewróconej marmurowej kolumny i otacza ramieniem, kiedy szlocham.
- Już dłużej nie dam rady – łkam.
- Wiem. 


Katniss nie zdawała sobie spawy, jakie znaczenia miała dla ludzi ze wszystkich dystryktów. Była dla nich nadzieją na lepsze jutro. Nie wiem, czy na miejscu bohaterki zniosłabym taką presję.

Ciągle powtarza się sytuacja z jagodami, która dla każdego jest symbolem czegoś innego. Dla jednych to miłość do Peety, dla innych odmowa poddania się pomimo beznadziejnej sytuacji, dla jeszcze innych wyraz buntu przeciwko nieludzkiej polityce Kapitolu. ~Katniss,

Przy Kosogłosie nie da się nudzić, ponieważ ciągle coś się dzieje i pojawią się zaskakujące zwroty akcji. Nie żałuję żadnej minuty spędzonej nad tą książką. 

Zbliżając się do końca wymyśliłam dwie opcje zakończenia i myślałam, że jedna z nich się sprawdzi. Rzadko zdarza mi się, żeby żadna z moich opcji nie pojawiła się. Susanne Collins zaskoczyła mnie. I cieszę się, że autorka nie poszła inną drogą, bo gdyby pojawiło się jedno z moich zakończeń to Collins byłaby znienawidzona przez cały świat. 



Czasem, gdy jestem sama, wyciągam perłę z kieszeni, gdzie ją trzymam, i próbuję przypomnieć sobie chłopca z chlebem oraz mocne ręce, które przeganiały senne koszmary w pociągu, wspominam też pocałunki na arenie. Usiłuję nazwać to, co utraciłam. Tylko, po co, skoro to już przepadło, odeszło wraz z Peetą? Cokolwiek nas łączyło, zniknęło i pozostała wyłącznie moja obietnica, że zabijam Snowa. Powtarzam ją sobie dziesięć razy dziennie. ~Katniss,


Moją recenzję zakończę słowami, od których wszystko się zmieniło:

"Panie i Panowie, Siedemdziesiąte Piąte Głodowe Igrzyska uważam za otwarte!”.



7/13/2014

#04 - Dziewiąte wrota

#04 - Dziewiąte wrota
Gatunek: Dramat, Horror                                    Reżyseria: Roman Polański
Scenariusz: Roman Polański
                   John Brownjohn
                   Enrique Urbizu


Diabeł, Szatan, Mroczny Pan tak wiele określeń na jednego upadłego anioła, który sprzeciwił się Bogu, przez co spotkała go kara. Przez wieki postać ta u jednych wzbudzała strach a u niektórych fascynację, co było i nadal jest powodem powstawania różnych sekt wierzących w diabła, ale także wielu książek i filmów. 

I właśnie dziś chciałabym przedstawić wam film znanego chyba każdemu polskiego reżysera Romana Polańskiego pt. „ Dziewiąte wrota”. Zazwyczaj nie oglądam horrorów, ale gdy zobaczyłam w telewizji zapowiedź tej produkcji , a w niej Johnego Deppa po prostu musiałam zobaczyć ten film. 

Dean Corso (w tej roli Johnny Depp) jest wziętym  rzeczoznawcą starych ksiąg. Pewnego razu dostaje on od swego nauczyciela Borysa Balkana (granego przez Franka Langellę) niezwykłą propozycję. Otóż ma znaleźć i porównać wszystkie trzy egzemplarze niezwykłej, wydanej w 1666 roku księgi zwanej "Dziewięć wrót królestwa cieni", której odpowiednie odczytanie ma wskazać sposób na spotkanie z Szatanem. 




Jeden z egzemplarzy ma Balkan, pozostałe są rozrzucone po zachodniej Europie. Corso dociera do nich i znajduje niezwykle znaczące różnice. Jednak nie tylko on szuka księgi. Czyni to także Liana Telfer (Lena Olin), przewodnicząca bractwa czcicieli Szatana. Dodatkowo Corso towarzyszy w poszukiwaniach nieznajoma dziewczyna (Emmanuelle Seigner), która zdaje się wiedzieć więcej niż wszyscy inni razem wzięci.


Moim zdaniem ten film nie był straszny, więc nie wiem, dlaczego zaliczany jest, jako horror. Mogę nawet stwierdzić, że film ma w sobie elementy kryminału. Każdy właściciel książki ginie w dziwnych okolicznościach – zostają spaleni. Główny bohater coraz bardziej zagłębia się w historię i próbuje rozwiązać zagadkę. 

Johny Depp jak zwykle zagrał świetnie. On chyba nigdy mnie nie zawiódł. Pozostałych aktorów nie znałam wcześniej, ale sądzę, że ich gra aktorska była na dobrym poziomie. Myślę, że na wyróżnienie zasługuje 
Emmanuelle Seigner, która zagrała Dziewczynę. Achh nadal nie mogę zapomnieć jej hipnotyzujących zielonych oczu. Ale i główną uwagę przykuwał Depp. 

Fabuła kręci się wokół diabła, ale on sam się nie pojawia. Nieujawniona została jego obecność. 

Polański stopniowo buduje napięcie. Wszystko nie jest podane widzowi na tacy. Są oczywiście sceny, które mogą trochę nużyć widza jak jedzenie obiadu przez bohatera, ale po chwili otrzymuje kolejny element układanki. 

Myślę, że ten film warto obejrzeć tylko po to, aby zobaczyć te ogromne kolekcje książek i wyobrazić sobie, że dotykasz ich i słyszysz szum przewracanych kartek. 

Największą tajemnicą tego filmu jak dla mnie nie było, czy tytułowe dziewiąte wrota zostaną otwarte, ale postać blondynki, która w pewnym momencie pomaga głównemu bohaterowi. Jej tożsamość zostaje nieujawniona, ponieważ zawsze znika. Nie wiadomo, czy ma jakieś nadprzyrodzone zdolności, choć wydawało mi się, jak schodząc ze schodów zaczęła latać . Nie znamy także skąd blondynka wie aż tyle o książce i rytuale otwarcia Dziewiątych wrót. Niektórzy spekulują, że ta dziewczyna mogła być diabłem. Ale tak naprawdę nie wiadomo nic o niej i to właśnie ona jest prawdziwą zagadką tego filmu. 

Zakończenie filmu było tzw. otwarte, czyli nic nie wyjaśnia się do końca i Polański pozostawia widza w niepewności. Reżyser chce, aby widz mógł sam wymyślić swoje własne zakończenie. To sprawiło, że cały czas myślę o tej produkcji. Nie ma prawidłowego finału tej historii, bo każdy może zinterpretować film inaczej. 

Główny bohater spełnia swoje zadanie. Odnajduje wszystkie trzy ostatnie egzemplarzy książki "Dziewięć wrót królestwa cieni". To nie jest żaden spojler. Zaczynając oglądać film doskonale wiesz, że tak będzie. A więc wykonał zadanie, za które mu zapłacono, więc dlaczego dalej brnął w tę historię z szatanem? Czyżby ta postać aż tak go fascynowała, że musiał sprawdzić, czy Dziewiąte wrota to mit, czy prawda?

Czy Dziewiąte wrota zostaną otwarte? Kto zapłaci życiem za fascynacje szatanem? Jeśli jesteście tego ciekawi to musicie obejrzeć film Romana Polańskiego.



A na koniec trochę informacji o reżyserze :

Jest najbardziej znanym reżyserem polskiego pochodzenia na świecie. Sławę swoją zawdzięcza nie tylko filmom, ale również życiu, które obfitowało w dramatyczne i skandalizujące wydarzenia. 1977 r. Polański został oskarżony o gwałt na trzynastoletniej dziewczynce i uciekł z Ameryki. Od tamtej pory kręci swoje filmy poza granicami tego kraju. Reżyser urodził się w polskiej rodzinie Paryżu a kiedy miał trzy lata wrócił wraz z rodzicami do Krakowa. Kiedy wybuchła II Wojna Światowa znalazł się w getcie, gdzie cudem uniknął wywiezienia do obozu koncentracyjnego. Jest absolwentem Łódzkiej Szkoły Filmowej, którą ukończył w roku 1959.

7/09/2014

#28 - Świat cieni - Więzy krwi

#28 - Świat cieni - Więzy krwi
Rodzaj : Fantastyka                                                 Wydawca: Novae Res, 2014
Wydanie: Pierwsze
Liczba stron: 208



Świat cieni to książka, wobec, której miałam wysokie oczekiwania. Pomimo beznadziejnej okładki, która jest sztuczna liczyłam na lekką lekturę z wątkiem miłosnym, nutką niebezpieczeństwa, bo domyśliłam się, że w książce pojawią się moje ulubione istoty nadprzyrodzone, czyli wampiry i także odrobiną humoru. Pani Daria Milko nie do końca spełniła moje oczekiwania. Muszę przyznać, że początek był obiecujący, ale po kilkudziesięciu stornach coś się popsuło.

Kate jest atrakcyjną, roześmianą siedemnastolatką, która wiedzie spokojne i poukładane życie. W wolnym czasie oddaje się pasji – trenuje mieszane sztuki walki. 

Od jakiegoś czasu w sennych marzeniach Kate powtarza się ta sama scena, w której towarzyszy jej tajemniczy mężczyzna. Dziewczyna czuje, że coś jej zagraża, ale jednocześnie ma pewność, że w jego obecności jest bezpieczna. 

Pewnego dnia spotyka swojego opiekuna ze snu… na treningu, a następnie w szkole. Coś niewyjaśnionego przyciąga ich do siebie. Kate poddaje się tej nieodpartej sile, coraz bardziej angażując się w znajomość. Nie ma pojęcia, że zapoczątkuje ona serię zdarzeń, które diametralnie zmienią jej życie. Na zawsze 

Pomysł na książkę nie był oryginalny, bo w literaturze jest mnóstwo istot nadprzyrodzonych, ale dodając wątek łowcy i wizje autorka miała solidne fundamenty, aby stworzyć dobrą powieść. Jednak, w którymś momencie zaczęły się one walić. 

Czytając tę książkę nie mogłam znieść tandety. Nie chcę wam zdradzać szczegółów, ale np. pojawiła się taka sytuacje, gdzie Adrian zabrał Kate na weekend do swojej siostry na początku roku szkolnego i nagle się okazało, że szkoła robi remont i uczniowie mają tydzień wolnego, przez co bohaterowie mogą zwiedzać przez ten czas wyspę. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale jaka szkoła robi remont we wrześniu i daje uczniom przez to tyle wolnego? 

Po drugie denerwowało mnie zachowanie bohaterów a zwłaszcza Kate. Dziewczyna ma różne wizje, które naprawdę się spełniają i nagle dochodzi do wniosku, że jest łowcą istot nadprzyrodzonych. Na jej miejscu każdy nie dopuszczałby do swojej świadomości tego, bo przecież istoty nadprzyrodzone nie istnieją, albo zacząłby krzyczeć lub płakać. U Kate wyglądało to tak jakby dowiedziała się, że w sklepie nie ma jej ulubionych ciastek. Przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. 

Wątek romantyczny ogólnie był dobry. Tutaj nie mam się, do czego doczepić. Gdy zaczynałam czytać książkę nie pomyślałam, że pojawi się ktoś trzeci. 

Jeśli chodzi o tajemnicę to pojawiła się dopiero pod koniec. Autorka zostawiła parę niewyjaśnionych spraw i przypuszczam, że wyjaśnia się w następnej części. W tej kwestii czuję mały niedosyt. 

Co do humoru to nie mogę powiedzieć, że go nie było. Wręcz przeciwnie. Czytając na mojej twarzy wiele razy pojawiał się uśmiech i to tylko dzięki głównej postaci męskiej Adrianowi. Gdyby nie on fabuła byłaby sztywna. Ogólnie Adrian to najlepsza postać z całej książki. Prawdopodobnie gdybym spotkała takiego chłopaka w swoim życiu moje serce zaczęłoby bić szybciej. 

Duży plus przyznaję za dobranie imion bohaterów. Mnie one się bardzo spodobały. Kate to zdrobnienie od imienia Katherine, które uwielbiam za sprawą mojego ulubionego serialu. Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego, ale moim zdaniem imię Adrian doskonale pasuje do głównej postaci męskiej. Pozostałe imiona takie jak Peter, czy Perry także przypadły mi do gustu. 

Podsumowując Świat cieni to ogólnie dobra książka, ale autorka powinna popracować nad pewnymi kwestiami pisząc następne części.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję : 


Książka  bierze udział w akcji:



7/04/2014

#27 - Paradoks

#27 - Paradoks
Rodzaj literatury:Kryminał                                         Wydawca: Novae Res
Wydanie: Pierwsze
Liczba stron: 126


Życie przynosi nam wiele niespodzianek. Czasami także takie, które nie powinny nam się przydarzyć. Przekonał się o tym jeden z bohaterów debiutu literackiego Kingi Gebel. 


Młody adwokat – Marek Rudnicki, prowadzący własną kancelarię, postanawia zająć się sprawą zaginięcia osiemnastoletniego chłopaka, Tomka. Pierwsze tropy prowadzą do jego rodzinnego domu i szkoły. Trzy dni później Rudnicki dowiaduje się z gazety o samobójstwie swojej koleżanki ze studiów. Okazuje się, że te pozornie zupełnie różne sprawy mają wspólny mianownik. W śledztwie prawnikowi pomaga jego aplikant Bartek, zaprzyjaźniony policjant oraz pewna błyskotliwa dziennikarka. 


Paradoks podzielony jest jakby na dwie części. Pierwsza skupia się na prowadzeniu śledztwa, przedstawieniu relacji pomiędzy adwokatem Rudnickim a dziennikarką natomiast druga część to prawdziwy dramat rodzinny, który nie powinien się wydarzyć. Osoba czytająca ten kryminał zdaje sobie sprawę, że życie jest pełne paradoksów. 

Jestem wielką fanką serialu "Prawo Agaty" i gdy czytałam Paradoks miałam wrażenie jakby bohaterowie serialu byli postaciami z  książki. W obu produkcjach występują: mecenas Marek, aplikant Bartek oraz Agata. Nie wiem, czy to tylko zbieg okoliczności, czy autorka inspirowała się serialem, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. 

Bohaterowie razem dochodzą do zaskakującego a zarazem szokującego rozwiązania obu spraw. Dla jednych może być to tylko sensacja, ale dla Tomka był to ogromny szok, który doprowadził do tego, że chłopak chciał zakończyć swoje życie. 

Bardzo podobało mi się to, że wszystkie fakty były podawane czytelnikowi w różnych odstępach czasu a nie wszystko od razu. To daje czytelnikowi czas do pomyślenia nad znalezieniem swojego rozwiązania spraw. Zakończenia domyśliłam się, ale dopiero pod koniec. Mimo tego książka zaskoczyła mnie pozytywnie. 

W książce występuje nie tylko wątek kryminalny, ale także miłosny. Czytelnik ma możliwość obserwowania jak rozwija się znajomość Agaty i Marka. Miłość nie wychodzi przed wątek kryminalny. Oba wątki są na równym poziomie. 

Biorąc pod uwagę wiek autorki, która jest starsza ode mnie o rok( jest w liceum) oceniam ten debiut, jako bardzo udany i życzę jej kolejnych sukcesów. 

Polecam wam książkę Paradoks, bo naprawdę warto się z nią zapoznać. Nie lubisz kryminałów? Ja też nie lubiłam, ale ta książka mnie zaskoczyła i sprawiła, że częściej będę sięgać po ten gatunek. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję :

FB
Książka  bierze udział w akcji:




7/02/2014

Rocznicowy konkurs (przedłużony do 27.07.14)

Rocznicowy konkurs (przedłużony do 27.07.14)
27 lipca 2012 roku o godzinie 14:20 opublikowałam swój pierwszy wpis na moim blogu. Ci, którzy są ze mną trochę dłużej wiedzą, że Moje spojrzenie na kulturę to moja druga strona. Zaczynałam na bloog.pl i to właśnie tam rozpoczęła się moja przygoda z blogowaniem. Niedługo mijają dwa lata od tamtej chwili i z tej okazji postanowiłam zorganizować konkurs. 

Nagrody na konkurs zafundowałam sama. Mam nadzieję, że wam się spodobają. A więc co możecie wygrać :

Zwycięzcy wybierają sami nagrody. Najpierw wybiera osoba, która zajęła miejsce pierwsze a potem kolejne.

1 miejsce - 3 nagrody
2 miejsce - 2 nagrody
                                                                      3 miejsce - 2 nagroda


Wydawnictwo Feeria dorzuciło książkę na konkurs. Aby powalczyć o nią trzeba polubić FB
Zwycięzca zostanie wylosowanych spośród wszystkich osób, które uczestniczą w konkursie. :)




Zadanie konkursowe :

Zrób sobie zdjęcie z książką. 


Nie będę oceniać jakości zdjęcia, więc jeśli ktoś nie ma aparatu bez obaw może wziąć udział w konkursie. Zdjęcia można robić zwykłym telefonem. Liczy się pomysłowość wykonania. 

Co trzeba zrobić, aby uczestniczyć w konkursie? 

1. Zgłosić w komentarzu chęć udziału w konkursie(zgłaszam się itp.)
2. Polubić moją stronę na FB  (jeśli już wcześniej to zrobiłeś napisz)
3. Udostępnić baner na swoim blogu. 
4. Podać email. 


5. Dołączyć do grupy na FB dotyczącej konkursu - grupa
6. Wysłać zdjęcie konkursowe na email : sylatyla@interia.pl 

Ja także postanowiłam sobie zrobić zdjęcie z moimi ulubionymi książkami.





Życzę miłej zabawy przy robieniu zdjęć i  powodzenia. 



7/01/2014

#26 - Goniąc cienie

#26 - Goniąc cienie
Autor: Marta Bilewicz                                                                  
Tytuł: Goniąc cienie
Wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 326



Niektórzy mówią, żeby nie patrzeć w przeszłość tylko na teraźniejszość, bo liczy się to, co jest tu i teraz. Czy te osoby mają rację? Jak można zapomnieć o przeszłości skoro to ona nas definiuje. To właśnie przeszłość, zdobyte dobre doświadczenia, ale czasami także i te złe sprawiły, że jesteś właśnie tym, kim jesteś. Dlaczego niektórzy próbują zapomnieć o tym, co przeżyli? Odpowiedź jest prosta.Rozmyślanie o przeszłości boli a jeszcze bardziej boli, gdy ona nas dogania. Doskonale przekonali się o tym bohaterowie „Goniąc cienie” Marty Bilewicz. 

Lucas Scarlett prowadzi agencję detektywistyczną w Chicago. W trakcie śledztwa, w jednej z akcji, poznaje tajemniczą Chelsea, która udziela schronienia jemu i jego rannemu przyjacielowi. Na pierwszy rzut oka dziewczyna wydaje się być zwyczajna i niegroźna. Jednak w miarę odkrywania tajemnic wokół niej, Lucas nie jest już niczego pewny. Kiedy nagle zagląda w lufę pistoletu dzierżonego w jej dłoni, jest już pewien, że Chelsea nie jest zwyczajną dziewczyną. Czy to ona postrzeliła jego przyjaciela? Kto telefonuje do niej po nocach? Akcja książki w zaskakujący sposób przenosi się z Chicago i małego miasteczka Crystal City, aż do Meksyku. Brawurowa ucieczka plażą na wybrzeże oraz motorówką przed uzbrojonymi zabójcami, rzuca naszych bohaterów na jakąś – bliżej nieokreśloną – wyspę. Kim tak naprawdę jest Chelsea? Jaka jest jej rola we wszystkim, co właśnie spotkało Luke’a? Czy uda im się rozwiązać wszystkie tajemnice? Czy będzie stać ich oboje na szczerość? Na te i inne pytania odpowie dynamiczna akcja powieści “Goniąc cienie”

Gdybym miała stworzyć ranking najlepszych polskich książek powieść ta zajęłaby pierwsze miejsce wraz z „Planem” Patrycji Gryciuk, ponieważ od czasu tej powieści nie czytałam czegoś tak dobrego. Zakochałam się w tej książce od pierwszego rozdziału. Co ja mówię? Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia, bo okładka urzekła mnie od pierwszej sekundy. Jest cudowna. Panu Krzysztofowi Krawcowi, który stworzył projekt składam ogromne gratulacje.

Miłość, tajemnice, wracająca przeszłość, przyjaźń i morderstwa to wszystko znajdziesz w "Goniąc cienie" .

Jeżeli można zakochać się w bohaterze literackim to tylko takim ja Lucas. Myślę, że pomimo kilku wad między innymi upartość to ideał wielu dziewczyn. Bo przyznajcie się dziewczyny, która z was nie marzy o przystojnym, inteligentnym i wysportowanym chłopaku z ogromnym poczuciem humoru, który będzie was bronił jak lew i podsunie swoje ramię, gdy w waszych oczach pojawią się łzy. 

Nie tylko Lucas został świetnie wykreowany. Czytając „Goniąc cienie” poznajemy szczegółową histerię Chelsea, która jest wzruszająca, bo kto nie uroniłby łezki czytając o kobiecie, której odebrano dziecko. Bardzo polubiłam tę bohaterkę. W życiu przytrafiło jej się wiele złego a mimo tego była tak silną osobą potrafiącą się śmiać i żartować. Bardzo ceniłam w niej tę determinację w dążeniu do celu. Myślę, że Chelsea mogłaby być dobrym przykładem do naśladowania dla wielu kobiet. 

Mimo tego, że książka skupia się raczej na historii Chelsea i Lucasa to, gdy na kartach pojawiali się bohaterowie drugoplanowi: Laura i Thomas na mojej twarzy zawsze widniał uśmiech. Uważam, że byli wspaniałym małżeństwem i przyjaciółmi, których każdy chciałby mieć w swoim życiu. Bo w dzisiejszych czasach nie każdy byłby gotów oddać własne życie za przyjaciela a Thomas i Laura byli gotowi. 

Kolejny plus należy się za fabułę. Z zaciekawianiem przewracałam kolejne kartki. W pewnym momencie zamknęłam książkę i pomyślałam sobie „ chcę wiedzieć, co będzie dalej, ale nie mogę kończyć tej książki”. Po pięćdziesięciu stronach zakończyłam swoją przygodę z „Goniąc cienie” i było mi z tego powodu przykro, bo chciałam dalej poznawać losy bohaterów. 

Co do zakończenia to określę je dwoma słowami zaskakujące i fantastyczne. W mojej głowie pojawiło się pewne zakończenie, ale teraz już nie wyobrażam sobie innego zakończenia historii niż wymyślone przez panią Martę. 

Jeżeli moje argumenty do was nie przemawiają to może zachęci was do książki fakt, że powieść pokochała moja mama. Ukradła mi książkę i dopóki nie skończyła czytać nie chciała mi jej oddać. Skoro tę powieść pokochały dwa różne pokolenia to musicie przyznać sami, że „Goniąc cienie” musi mieć to coś. Jedyną wadą tej książki to lekko odklejająca się folia na okładce. 

„Goniąc cienie” to z pozoru powieść dla kobiet. Moim zdaniem mężczyźni także znajdą tu coś dla siebie np. bardzo dobrze rozwinięty wątek kryminalny, porwania, walki itp. Naprawdę warto zapoznać się z tą pozycją.

Na  koniec chciałabym podziękować autorce za dedykacje na moim egzemplarzu : 

Książkę otrzymałam od :
Marta Bilewicz
Książka  bierze udział w akcji:




Copyright © 2016 Spojrzenie na kulturę , Blogger