4/30/2015

#01 - Recenzencki Klub Dyskusyjny " Czy nastoletni autorzy powinni wydawać ksiązki?"




Jakiś czas temu autorka bloga Książkowe kocha nie kocha zorganizowała akcję mającą na celu zrzeszenie blogerów. Uczestnicy akcji mają okazję uczestniczenia w dyskusjach książkowych lub  związanych z kulturą. Na razie jest nas 30, ale wciąż poszukujemy nowych osób, które będą chciały podzielić się swoimi opiniami na dane tematy. Jeżeli ktoś z Was chciałby dołączyć do nas to piszcie do organizatorki akcji, czyli Natalii Pych na FB. Ja niedawno miałam okazję poprowadzić pierwszą dyskusję. Tematem naszych rozważań było, czy „Nastoletni autorzy powinni wydawać książki?”. W dyskusji uczestniczyło 5 blogerek. Relację z dyskusji oraz wnioski, które wysunęłyśmy na koniec możecie przeczytać w tym właśnie wpisie. 


Uczestnicy: 

I ja – Sylwia Tylkowska – jako prowadząca


CZYTAŁYŚCIE JAKIEŚ KSIĄŻKI NASTOLETNICH AUTORÓW? JAKIE MACIE OGÓLNE WRAŻENIA?

MZ: Ja niestety nie czytałam żadnej książki nastoletnich autorów, gdyż nigdy na taką nie natrafiłam. Czytałam ostatnio opis i recenzje na temat książki - nie pamiętam jakiej - ale odechciało mi się czytać, gdy przeczytałam, że jest strasznie chaotycznie napisana, ma dużo błędów, które jakoś mnie odpychają. Wolę sięgać po tych autorów, którzy mają niezłe warsztaty.

MR: Ja, podobnie jak Magda, nie czytałam żadnej, bo nie miałam jeszcze okazji. Mój kolega wydał taką pt. "Boży wojownik. Przeznaczenie". Wiem, że jest u nas w bibliotece, ale jakoś nie mam ochoty po nią sięgnąć, gdyż to nie moje klimaty.

KI: Jeśli chodzi o nastoletnich autorów, to od razu nasuwa mi się na myśl Samantha Shannon, autorka „Czasu żniw”. Z tego co wiem, zaczęła pisać już w wieku piętnastu lat, a więc bardzo młodo, a „Czas żniw” wydała w 2013 roku. Moim zdaniem jest to idealny przykład na to, że nie każdy nastoletni autor napisze okropną książkę. Jak widać, zdarzają się perełki.

NP: Ja z kolei czytałam ich już trochę. Sama zaczynałam pisać, jak miałam 10 lat, więc razem z przyjaciółką czytałyśmy opowiadania nie tylko swoje, ale tez inne zamieszczane w sieci o podobnej tematyce. My publikowałyśmy i oczekiwałyśmy wrażeń czytelników, więc sięgałyśmy tez po inne historie. Od czasu założenia bloga również przewinęło się trochę książek nastoletnich autorów, ale przyznam, że zdecydowana większość mnie rozczarowała. Nie chodziło o zły warsztat, bo wiadomo, że po większości piętnastolatek nie ma co spodziewać się cudów, ale głównie o mdłą fabułę, naprawdę słabe pomysły, w wielu przypadkach stanowiące misz-masz dotąd wydanych bestsellerowych serii. Kolejna imitacja "Zmierzchu" w chińskich realiach albo z kolei parodia walki dobra ze złem w polskiej rzeczywistości. Najbardziej bolą tandetnie poprowadzone wątki miłości i przyjaźni. Podkreślam jednak, że od każdej reguły zdarzają się wyjątki i są nastoletni autorzy, którzy dobrze piszą.

ST: Ja czytałam 4 książki nastoletnich autorów. „Półmrok”, „Świat cieni”, „Paradoks” i „Władca Piasków”. „Paradoks” mi się spodobał. „Władca Piasków” był średni. Jednak co do „Półmroku” - tego nie można nazwać książką. Była naprawdę okropna. Miałam dość po pierwszej stronie. Nastolatki piszą dobre książki, jednak ich warsztat nie jest idealny i powinni nad nim cały czas pracować. Mimo to zdarzają się młodzi autorzy, których nie powinno się w ogóle czytać.

SĄDZICIE, ŻE NASTOLETNI AUTORZY KIERUJĄ SIĘ TYLKO MARZENIAMI PRZY WYDANIU KSIĄŻKI, CZY MOŻE CZYMŚ INNYM ?

MR: Hmm... Myślę, że nastoletni autorzy nie kierują się głównie marzeniami przy wydawaniu książki. Oczywiście to z pewnością jest ich marzenie, jednak pewnie nadchodzi taki moment, gdzie chcą przełamać barierę pisania do szuflady. Pokazać tę historię większej publiczności. Może to też takie sprawdzenie siebie, czy faktycznie jest się na tyle dobrym w tym, co się robi. To wszystko zależy od konkretnej osoby i jej podejścia.

KI: Jeśli kierują się marzeniami, to wszystko jest w porządku. Gorzej, jeśli zamiast spełniania swoich największych marzeń w grę wchodzą pieniądze. Jednak wydaje mi się, że takie przypadki to zdecydowana rzadkość. Napisanie książki jest chyba trudnym zadaniem, więc wątpię, że dużo osób zdecydowałoby się na tak ciężką pracę tylko po to, by zdobyć pieniądze. W końcu żaden autor przed publikacją nie ma stuprocentowej pewności, że jego powieść się dobrze przyjmie i będzie popularna.

NP: Wiele młodych osób słyszy o kokosach, które zarobiła J.R. Rowling, Stephenie Meyer czy ostatnio E.L. James i myślą, że napiszą książkę i osiągną podobny sukces, nie znając do końca rynku książki. Nawet za granicą trudno się aż tak wybić, a co dopiero u nas. Na pewno kierują nimi marzenia, jednak wydawnictwa zbankrutowałyby, wydając wszystko, co im się wyśle. Wprowadziły politykę współfinansowania wydania książki przez autora, ale dla mnie to głupota, bo każdy, kto zapłaci 6-7 tysięcy ma swoją książkę w sprzedaży. Ludzie po nie sięgają i się rozczarowują. W przypadku współfinansowania nie ma żadnych filtrów. I mówię tak, bo sama to kiedyś sprawdziłam. Nie podam nazwy wydawnictwa, aczkolwiek jest ono dość znane pod kątem takiego wydawania książek debiutantów. Wysłałam im pierwszy rozdział historii, którą jako 17-latka uwielbiałam jako swoje dzieło, ale z perspektywy czasu widzę, że nie miała rak i nóg. Stylu też nie miałam najlepszego. Był dobry, bo wygrywałam konkursy, ale teraz piszę znacznie lepiej. Dostałam odpowiedź: "Jesteśmy zachwyceni! Jak Pani skończy, złożymy ofertę współfinansowania". Wtedy się ucieszyłam, teraz widzę, jakie to krzywdzące.

ST: Może odpowiem, podając siebie jako przykład. Był taki moment, że wysłałam fragment mojej książki do wydawnictwa. Wydanie książki to moje ogromne marzenie. Postanowiłam pokazać się światu. Jednak potem stwierdziłam, że mój warsztat jest niewystarczający i koniec końców nie wydałam książki. Młodymi autorami kierują moim zdaniem głównie marzenia, ale także chęć zmienienia czegoś w swoim życiu, może nawet pokonanie pewnych barier w sobie poprzez pokazanie swojej twórczości światu. 

NP: Sylwia, widzę, że podobnie działałyśmy Kierowały nami marzenia i chęć wyjścia z ukrycia, ale w efekcie dobrze, że tego nie zrobiłyśmy. W sumie obecnie szufladkuje się młodych autorów. Miał 15-16 lat w momencie skończenia książki? Pff, dno kosza! Osobiście staram się dawać im ciągle szansę, ale znacznie ostrożniej dobieram teraz pozycje.

ST: Tak, to prawda. Pisałam recenzję „Władcy piasków”, który nie był idealną książką, ale w miarę dobrą. Mimo pozytywnej opinii na blogu ludzie i tak pisali, że raczej nie sięgną, bo napisała to 17-latka.

MR: W sumie po 15- czy 16-latkach nie ma co spodziewać się czegoś szalonego. Na tym etapie dopiero kształci się język, rozwija siebie. Moim zdaniem niedawanie szansy młodym ludziom jest komiczne, bo przecież nie powinno się od razu kogoś stawiać niżej ze względu na wiek. Owszem, można się przejechać, ale są też wyjątkowi ludzie, którzy mogą nas zaskoczyć. W końcu każdy z nas był kiedyś nastolatkiem.

MZ: W sumie chętnie bym przeczytała książkę nastolatka, gdyby na prawdę była świetnie napisana. Bo jak nudna...to się za nią nigdy nie zabiorę. Nienawidzę nudnych książek.

KI: Moim zdaniem to wydawnictwo powinno być takim "sitkiem", które oddzielało by książki, które nadają się do wydania od takich, które powinny być jeszcze ulepszone. Jednak niestety często się zdarza, że wydawnictwo wypuszcza wszystko, co im w rękę wpadnie i tak o to bardzo łatwo można zrazić się do młodych autorów.

ST: Kamila, dokładnie! Teraz jak autor wyłoży kilka tysięcy, to wszystko wydadzą. Np. „Półmrok”, który czytałam - tego nie powinni wydawać nigdy. Warsztat tej autorki był naprawdę słaby. Z jednej strony pieniądze dają szansę debiutantom na zaistnienie na rynku wydawniczym, ale dają także możliwość wprowadzenia na rynek książek, które nie powinny być nazywane książkami.

ZAWIEDLIŚCIE SIĘ NA JAKIEŚ KSIĄŻCE MŁODEGO AUTORA? CZY DALIBYŚCIE SZANSE TEJ OSOBIE ZA KILKA LAT?

KI: Chyba jeszcze nigdy się nie zawiodłam, bo raczej niewiele czytałam książek, które wyszły spod pióra młodych autorów. Jeśli na przykład bardzo bym się zawiodła, to myślę, że za jakieś kilka lat byłabym skłonna dać temu autorowi drugą szansę. Uważam, że każdy może popełniać błędy i, być może, kiedy taka osoba dojrzeje, zmieni swoje podejście do pisania czy też wydawania i stworzy coś, co mnie zaskoczy. Tak więc staram się nikogo nie skreślać i jestem raczej wyrozumiała. Mam jednak nadzieję, że nigdy za bardzo się niczym nie rozczaruje.

NP: Niestety nie raz. "Ogniste skrzydła" były dla mnie istną katastrofą. Naprawdę chciałabym je dobrze ocenić, bo z autorką wstępnie się miło rozmawiało, ale nie mogę po niej ocenić twórczości, która od pierwszych stron bardzo mnie do siebie zraziła. "Larista" z kolei była bardzo specyficzna. Również mi się nie podobała i to przez tandetny wątek miłosny, jak i zwyczajnie nudne, oklepane postaci i nieciekawą fabułę, mieszającą mrocznego Edwarda ze "Zmierzchu" z Jacem z "Miasta kości". Złe połączenie jak dla mnie, niemniej zamierzam dać autorce szansę przy jej nowej historii pt. "Pryncypium". Inną historią jest "Rulebreakerka". Była to jedna z nielicznych książek młodych autorów, które w sumie przypadły mi do gustu, ale stwierdziłam to dopiero po jakimś czasie. Nie była wyjątkowa, dałabym jej coś między 5 a 6 w skali od 1 do 10. Niemniej w porównaniu z innymi książkami rówieśniczek autorki "Rulebreakerka" wypadła dobrze pod względem warsztatu i pomysłu na fabułę. Zdecydowanie sięgnęłabym po coś jeszcze od autorki, Pauli M. Burns, by przekonać się, jak dalej potoczy się jej pisarska ścieżka.

ST: Ja już wspominałam o „Półmroku”, na którym strasznie się zawiodłam. Do tego grona mogę zaliczyć jeszcze „Świat cieni”, jednak był on lepszy od „Półmroku”. Sądzę, że za kilka lat mogłabym dać drugą szansę tym autorkom.

MZ: Dałabym szansę, gdyby książka naprawdę była tak świetna, że wciągnęłaby mnie od pierwszych kartek, pobudziła wyobraźnie.  A jak czytam o tytułach, które nie potrafią zaciekawić albo posiadających dużo błędów, zastanawiam się, po co wydawnictwa je wydają? Potem tracą przez takie książki czytelników.

MR: Dałabym tej osobie szansę za kilka lat, bo wiadomo, że przez ten czas może zmienić się cały styl pisarski kiedyś młodego człowieka, a wtedy już nieco dorosłego. Każdy z nas z każdym dniem nabywa nowych umiejętności, zmienia się postrzeganie pewnych spraw. Uczymy się całe życie. To co wtedy wydawało nam się idealne podczas pisania pierwszej powieści, z czasem może zostać ulepszone, więc czemu nie? Czasem warto zaryzykować. 
Wiecie co, wydaje mi się, że jeśli nastoletni autor wykorzysta w pełni swoje możliwości i zacznie się rozwijać, to wtedy możemy się zdziwić pozytywnie, a jeśli nie wziął sobie tego do serca, nie starał się pracować nad tym, no to nie ma co się dziwić. Chociaż nie każdy jest stworzony do pisania.

MŁODZI AUTORZY WZORUJĄ SIĘ NA INNYCH ZNANYCH UTWORACH. POPIERACIE TO, BO PRZEZ TO MOGĄ SIĘ WIELE NAUCZYĆ, CZY UWAŻACIE, ŻE OD POCZĄTKU POWINNI BYĆ KREATYWNI I PISAĆ TYLKO TO CO ONI WYMYŚLĄ, NAWET JEŚLI MOŻE TO BYĆ NIEZBYT DOBRE.

NP: Jestem za tym, by uczyć się na fan-fickach, ale nie popieram zmiany fan-fiction na normalną książkę, która ma iść do publikacji, jak to było przykładowo z "Pięćdziesięcioma twarzami Greya" czy "Pięknym draniem". To po części kradzież charakterów. O ile duet od PD zmienił kompletnie zachowanie postaci, o tyle wiele osób znajduje podobieństwa do Edwarda w Christianie Greyu i nie można nie przyznać im racji. Magda, słyszałam o tej historii z kradzieżą opowiadania. Skandaliczne jest, że książka dalej jest w obiegu, a autorka będzie się latami bawiła z ta sprawa i pewnie nie wygra. Rak rakiem, to nie jest usprawiedliwienie. Ja się swoimi chorobami nie wymawiam od wszystkiego i nie kradnę z tego powodu. "Władcy piasków" na szczęście nie czytałam, dopiero wczoraj [02.04.2015] dowiedziałam się, o co chodziło i rzeczywiście kiepska sprawa z fałszywymi kontami na LC. Szkoda, że autorka nie umie przyjąć krytyki. Też miałam z tym problemy na początku, ale jednak zawsze sama o nią prosiłam. Bolało, ale pomogło, bo wiedziałam, co muszę dopracować. Ogólnie popieram inspirację, gdy potencjalny czytelnik pomyśli sobie "a co by było, gdyby..." w odniesieniu do jakiejś postaci i wyprowadzi z tego całkowicie nową historię i nowe wątki.

ST: Pisząc niektóre elementy, czasem zdarzyło mi się skorzystać, czy to z serialu, czy książki, ale były to drobne rzeczy jak nazwa roślin, czy imiona. Uważam, że początkujące osoby mogą inspirować się innymi dziełami, ale w delikatny sposób. Bez zżynania wszystkiego, co czytelnik od razu odkryje.

MZ: Nie powinni moim zdaniem się wzorować, większość wątków mogą skopiować z książki, co pokazuje, że nie mają w ogóle wyobraźni. 

MR: Hmm... To zależy. Jeśli wzorują się od A do Z na wybranym utworze, to nie popieram, bo wzorować się można, ale nie kopiować wszystkiego. Teraz powstaje wiele książek o podobnych schematach, niekiedy odczuwa się, że są identyczne. Myślę, że początkowy młody pisarz może inspirować się kimś, ale także tworzyć swoje pomysły i ich używać. Lepsza chyba opinia pół na pół tego, co się zrobiło samemu, niż wychwalanie czegoś, co nie jest nasze. W życiu powinno zbierać się sukcesy na swoje nazwisko.

KI: Jest wielka różnica między wzorowaniem się a kopiowaniem. Wiadomo, teraz wychodzi mnóstwo książek o podobnej tematyce, zależy, co jest modne. Nie uważam, żeby było to coś złego. Jednak jeśli ktoś bezczelnie kopiuje fabułę, to nie jest to w porządku.

MR: Kamila, o to mi chodziło, żeby nie przekroczyć bariery wzorowania się i kopiowania. 

KI: Wiadomo, ja w wielu rzeczach również staram się wzorować na lepszych ode mnie czy czerpać od nich inspiracje, jednak do każdej swojej pracy staram się dokładać swoje cegiełki, które będą pokazywały, że to co stworzyłam jest faktycznie moje.

ST: Czytałam artykuł, że 13-latka wydaje mi się, że ona była chora na raka, chyba że się mylę, i wydała książkę, która okazała się zerżnięta z bloga pewnej dziewczyny. I wiecie, z jednej strony współczucie, bo tak młoda osoba i taka choroba. Wydaje mi się, że miała świadomość, że może zdarzyć się tak, że nie zdąży spełnić swoich marzeń i dlatego ukradła całe opowiadanie. Ale z drugiej strony rozumiem autorkę bloga, która chce pieniądze i poszła do sądu z tą sprawą.

MR: Nie słyszałam o tym jeszcze, dopiero teraz. No masz rację. Niby współczucie, ale to takie też nie fair w stosunku do tej dziewczyny, która to napisała. Ni to w 5, ni w 9.

KI: Ja też o tym słyszałam. Myślę, że choroba nie do końca usprawiedliwia takie czyny. Przecież co to za satysfakcja wydać książkę, która nie jest Twoja? Wiadomo, bardzo współczuję tej dziewczynie, ale myślę, że każdy z nas może znaleźć coś, w czym będzie dobry i będzie odnosił sukcesy - i nie trzeba wcale kraść cudzych prac.

ST: Słyszałyście o aferze z „Władcą Piasków”? Chodzi o to, że na portalu LubimyCzytac.pl pojawiały się opinie pozytywne o książce wstawiane przez osoby, które nie miały nawet 10 książek w biblioteczce. I były podejrzenia, że sama autorka zakładała fałszywe konta. Spotkałyście się z nieprzyjęciem krytyki przez młodego autora?

KI: Akurat tutaj uważam, że wiek nie ma absolutnie znaczenia. To kwestia indywidualna każdej osoby. Jeden przyjmuje krytykę i stara się poprawić błędy, które popełnia, natomiast inny woli obrażać i nie potrafi pogodzić się z tym, że komuś mogło się nie spodobać. Takie zachowanie można zaobserwować zarówno u ludzi młodych, jak i starszych.

MR: Nie zrozumiem takich ludzi. Wiadomo, że krytyka nigdy nie jest miła, ale jeśli już nasza książka jest totalnie beznadziejna, to chyba lepsza prawda niż kłamstwo.

ST: Np. u mnie na blogu pojawił się komentarz pod wpisem z negatywną recenzją „Półmroku” od anonimowej osoby, że ta książka jest świetna i bohaterowie są bardzo dobrze skonstruowani itp.

MR: Sylwia, coś w stylu: co by były różne opinie, bo ile ludzi, tyle głosów. Dla mnie to bezsensu, jeśli ktoś komentuje swoją książkę pozytywnie, gdy ktoś ją skrytykuje w sensie np. autor jako anonim.

KI: Wydaje mi się, że tu już nawet nie chodzi o książki. Ludzie zachowują się w taki sposób w codziennym życiu i jest to moim zdaniem dosyć często spotykane. Każdy powinien nad tym pracować. Krytyka nigdy nie stanie się przyjemna, ale można próbować się z nią pogodzić. Zastosować do rad osób, które są od nas bardziej doświadczone w danej dziedzinie. Zupełnie inaczej sprawa wygląda, jeśli negatywny komentarz to coś w stylu: "Nie podoba mi się, bo nie. To beznadziejna książka. Nie polecam". No to tutaj można rzeczywiście trochę się zdenerwować, bo jeśli już coś nam się nie podoba, to powinniśmy pisać dlaczego, a takie komentarze wyglądają trochę jak zazdrość.

ST: Ja, gdy otrzymuję krytykę, to przyznaję, nie jest to miłe, ale od razu zaczynam pracować, aby to zmienić.

Podsumowując – czy według Was młodzi autorzy powinni wydawać książki?

KI: No to tak podsumowując: ogólnie uważam, że młodzi powinni pisać, spełniać swoje marzenia. Robić to, co kochają. Nadal jednak uważam, że najważniejszą rolę w tym przypadku powinno odgrywać wydawnictwo, które moim zdaniem mogłoby decydować, czy tekst, który został im podesłany jest warty uwagi czytelników. Jeśli tak - to jak najbardziej młodzi powinni mieć możliwość realizowania marzeń. Gorzej, jeśli taka książka jest naprawdę beznadziejna. Wtedy ktoś powinien po prostu szczerze porozmawiać z taką osobą. Powiedzieć coś w stylu: "Słuchaj, fajnie, że piszesz, ale może wstrzymaj się jeszcze z wydawaniem książki. Za kilka lat na pewno nabierzesz wprawy". Wydaje mi się, że w takim wypadku wszyscy byliby zadowoleni. Na rynku nie pojawiałyby się jakieś okropne książki, a niedoszły autor nie powinien poczuć się urażony.

ST: Zgadzam się w 100% z Kamilą.

MR: Dokładnie. Marzenia trzeba spełniać, ale nie tak na szybko. Lepiej coś dopracować i wydać z efektem WOW. 

NP: W ramach ostatniego słowa, po części zgadzam się z Kamilą, jednak polecałabym młodym autorom przede wszystkim pokazać swoją książkę iluś osobom, które nie boją się skrytykować pisaniny koleżanki lub kolegi. Zapisujcie się na fora dyskusyjne w klimacie pisarskim, wstawiajcie swoje historie, których nie chcecie wydać, na Wattpada czy Chomika (tu bardziej fan-fiction), ale wstrzymajcie się z wydawaniem, dopóki nie zbierzecie grubego pliku kartek z różnymi uwagami. Warto mieć takie cudo przy sobie i co jakiś czas kontrolować, czy nie popelniło się w zapomnieniu jakieś gafy. Piszcie, Młodzi, ale ostrożnie z szałem wydawniczym. I apel do wydawnictw: nie wydawajcie byle czego za pieniądze, bo to krzywdzi i autora, i samo wydawnictwo. Dwa już kompletnie skreśliłam ze swojej listy czytelniczej, bo zawiodłam się na zbyt wielu książkach w ciągu ostatnich 2 lat. 

Udostępnij ten wpis /span>

5 komentarzy :

  1. Dyskusja wyszła świetnie, dziękuję Wam wszystkim za świetną rozmowę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki dziewczyny za rozmowę. Miło spędziłam czas dzieląc się własnymi przemyśleniami. Nie mogę się doczekać kolejnej dyskusji. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również dziękuję! Świetna dyskusja, a przy okazji miło spędzony czas :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znalazłam kilka literówek, nie robicie poprawek?

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo fanie napisane. Czekam na następną dyskusję. Ja też często próbowałem pisać, ale jeśli o to chodzi, to chyba jestem zbyt krytyczny dla siebie w sprawie pisania.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie. Tym razem recenzja wybitnej moim zdaniem książki.
    Jeśli to nie problem to proszę o kliknięcie plusika w Google.
    www.gabriel-data.blogspot.com - MY BLOG
    Fashion Projects

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli czytasz wpis to zostaw komentarz. Zajmie ci to minutkę a dla mnie ważna jest twoja opinia.

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.