1/17/2016

#65 - Marta Szreder | | Lolo



Kraków. Lata 60. Mieszkańcy bojący się wyjść na ulicę, aby nie zostać zamordowanym przez osobę, którą nazywali „wampirem”. Nikt nawet przez chwile nie pomyślał, że za 2 zabójstwami, 10 próbami zabójstw oraz 4 podpaleniami może być odpowiedzialny skromny i cichy osiemnastolatek. Wydawać by się mogło, że minęło już sporo czasu od tych wydarzeń, ale historia Karola Kota cały czas pozostaje w myślach mieszkańców Krakowa. 

-Uważaj, bo jak będziesz za długo patrzył, to zobaczysz diabła (…)Karol oderwał wzrok od szyby i uśmiechnął się do niej. - Może mają rację – powiedział
Kim tak naprawdę był Karol Kot? Dobrym uczniem? Nastolatkiem pragnącym doznania prawdziwej miłości i odnalezienia swojego miejsca w życiu? A może bezwzględnym mordercą, którego jedynym celem było zabijanie? Dzięki powieści Marty Szreder czytelnik może po części poznać jego historię. Autorka nie ustaliła własnego stanowiska w tej sprawie. Daje czytelnikowi możliwość oceny. Kimkolwiek był Karol Kot jedno jest pewne. Jeszcze przez długi czas będzie on wzbudzał strach. 

-Wszyscy się boją. Ty nie?-Może on nie jest takim potworem, jak mówią?- Może i nie jest, ale czułabym się bezpieczniej, gdyby go już powiesili.
Marta Szreder przedstawia historię Karola jednak nie daje jednoznacznej odpowiedzi na to, czym kierował się „wampir z Krakowa” , jakie czynniki sprawiły, że był skłonny do tak okrutnych czynów i nie odczuwał wyrzutów sumienia. I właśnie dlatego czuję lekki niedosyt. Autorka opisuje nam fakty z jego życia i przedstawiła to w bardzo przystępny sposób. Jednak zabrakło mi tej analizy. Czytelnik sam musi domyślać się, co mogło kierować Karolem. Czytając „Lolo” odniosłam wrażenie, że otrzymałam „suche fakty”, a ja od takich książek oczekuję również emocji. 

Wziął do ręki brzytwę ojca i ostrożnie przyłożył ją do skóry. (…) Na czystej, śnieżnobiałej pianie momentalnie pojawiła się cieniutka strużka krwi. Karol stał przez chwilę nieruchomo, obserwując w lustrze, jak krew wolno spływa w kierunku szyi.
Autorka pisząc „Lolo” korzystała z zeznań Kota, które złożył podczas śledztwa, ale także pamiętnika dziewczyny, w której zakochał się chłopak i kilku innych źródeł. Wiele wątków z książki jest autentycznych jednak kilka aspektów autorka postanowiła pominąć lub też zmienić. 

Pewnie zastanawiacie się skąd wziął się tytuł powieści. Otóż „Lolo” to przezwisko Karola za czasów szkolnych i postanowiono wykorzystać go jako tytuł. 

Powieść czyta się szybko, bo wszystkie fakty ostały przedstawione w bardzo przystępny dla czytelnika sposób. Czytelnik przewraca kolejne strony, bo historia naprawdę wciąga, a fakt, że większość wydarzeń działy się naprawdę sprawiają, że jest się jeszcze bardziej ciekawym dalszego ciągu. Naprawdę ciężko oderwać się od tej książki. Książka „Lolo” zostanie w moich myślach na bardzo długi czas. 

Złe rzeczy odchodzą w przeszłość i niech tam zostaną, a życie toczy się dalej.

Pisząc o tej książce nie można zapomnieć o tle tej historii, którym jest Kraków z lat 60. Ponure bramy, stare kamienice, kluby jazzowe. Marta Szreder ukazała Karków jako miasto mrocznych zaułków i wyszło jej to naprawdę rewelacyjnie. 

Wampir działał na oślep, jakby kierowany niezrozumiałym impulsem, wybierając przypadkowe ofiary i nie zostawiając po sobie śladów. 

Mimo tego, że w powieści Pani Marty zabrakło mi emocji to nie żałuję poświęconego czasu. Sądzę, że warto dowiedzieć się o kimś, kto w pewien sposób stał się legendą nie tylko dla mieszkańców Krakowa. Mordercą, ale jednak legendą. I kto wie - może właśnie to było celem Karola Kota?

Za możliwość zrecenzowania dziękuję :
Książka bierze udział w akcji:



Udostępnij ten wpis /span>

2 komentarze :

  1. Coraz częściej skłaniam się ku polskim autorom, może i tym razem dam się przekonać!
    Pozdrawiam Justyna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba mnie zaciekawiłaś :D. Będę się za tą książką rozglądać.

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli czytasz wpis to zostaw komentarz. Zajmie ci to minutkę a dla mnie ważna jest twoja opinia.

Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.