3/05/2017

Książka i film || Przekleństwa niewinności


Ostatnio przeczytałam książkę, która wywarła na mnie ogromne wrażenie, a potem obejrzałam jej ekranizację i stwierdziłam, że muszę podzielić się z wami moją opinią o Przekleństwach niewinności Jefreeya Eugenidesa. Ten wpis może być chaotyczny, ale nie potrafię zebrać myśli, choć minęło już trochę czasu odkąd przeczytałam jego książkę. 

Życie spokojnego miasteczka w pobliżu Detroit toczy się wokół rodziny Lisbon. Pięć pięknych, ekscentrycznych sióstr skupia na sobie uwagę młodych mężczyzn, którzy obsesyjnie gromadzą wszystkie dowody ich istnienia. Z ulubionych płyt dziewcząt, zagubionych grzebyków i popękanych lusterek próbują odtworzyć ich sekretne życie na granicy dziewczęcości i kobiecości. Presja pełnej niedopowiedzeń, dojrzewającej seksualności doprowadza siostry do samobójstwa. Kto zawinił: rodzina, społeczność, one same?
Lubimyczytac.pl

Od dawna chciałam zapoznać się z twórczością Jeffreya Eugenidesa i myślałam, że zacznę od Intrygi małżeńskiej, którą od jakiegoś czasu mam na swojej półce, ale będąc w bibliotece zobaczyłam Przekleństwa niewinności, o których słyszałam kiedyś na booktubie i postanowiłam zacząć właśnie od tej 240stronnicowej książki. Autorowi wystarczyło ponad dwieście stron, aby wywrzeć na mnie dobre wrażenie i sprawić, że będę chciała zapoznać się z jego kolejnymi książkami. 

Pierwsze na co zwróciłam uwagę to sposób w jaki prowadzona jest fabuła. Rzadko kiedy spotykana jest narracja zbiorowa, którą zastosował Eugenides. Historię opowiadają chłopcy zafascynowani siostrami Lisbon. Miejscami odnosiłam wrażenie jakby oni sami szukali dowodów istnienia sióstr, bo zapominali o ich istnieniu. Wszystko, co wiedzieli o dziewczynach to informacje zdobyte po latach od osób, które miały w przeszłości styczność z nimi i z rzeczy, które znaleźli po samobójstwach Lisbonek. To nadaje klimatu całej historii, bo narratorzy i czytelnicy nie mogą poznać w 100% bohaterek i nie mają pewności, czy zdobyte informacje są prawdziwe. 

Minął rok, a my wciąż nie wiedzieliśmy nic. Z pięciu dziewcząt zostały cztery, lecz wszystkie – te żywe i ta nieżyjąca – stawały się cieniami. 

Kolejna kwestia, na którą zwróciłam uwagę to styl autora. Książka nie porusza łatwych tematów i nie zawiera dużej dawki akcji, a mimo tego Przekleństwa niewinności czytało się bardzo dobrze. 

Przekleństwa niewinności są specyficzne nie tylko ze względu na narracje. Zawsze w szkole przy omawianiu tekstów uczyliśmy się ciągu przyczynowo- skutkowego i w książkach, które czytamy dla siebie często analizujemy postawy bohaterów. Zadajemy pytania o to dlaczego tak postąpili itp. Wydaje mi się, że w Przekleństwach niewinności nie ma tego ciągu przyczynowo- skutkowego, bo nie otrzymujemy odpowiedzi o samobójstwach dziewczyn, nie mamy pojęcia dlaczego piątka sióstr postanowiła popełnić samobójstwo. Możemy się jedynie domyślać, że może chodzić o sposób wychowania amerykańskich nastolatków w latach 70, bo właśnie wtedy dzieje się akcja powieści, ale to tylko spekulacje. Tak naprawdę historia dziewczyn jest bardziej złożona. 

Są już teraz tylko wspomnieniami. Czas położyć na nich krechę. Lecz zanim zdążył wypowiedzieć te słowa do końca, już się przeciwko nim zbuntował, podobnie jak my wszyscy. 

Od samego początku znamy losy sióstr, wiem jak potoczy się ich historia. Wiemy, że wszystkie popełnią samobójstwo, ale nie wiemy dlaczego. Książka nie daje nam tych odpowiedzi. Lektura zostawia nas z pytaniami, a nie z odpowiedziami i chyba dlatego Przekleństwa niewinności wywarły na mnie takie wrażenie. 

Jak już wspomniałam wam na początku niedawno obejrzałam film na podstawie książki i również jestem nim pozytywnie zaskoczona. To jest naprawdę ekranizacja. Dawno nie spotkałam filmu, który zrealizowałby większość aspektów książki w kompletnie niezmienionej formie. Więc za to duży plus, bo nie muszę chyba wam tłumaczyć jak wyglądają współczesne ekranizacje. 


Jednakże przedstawienie większości treści w półtorej godziny niesie ze sobą pewną wadę, która może być też zaletą. Oglądając odniosłam wrażenie, że producenci chcieli pokazać jak najwięcej i przez to nie skupiali się na szczegółach niektórych aspektów. Wydaje mi się, że osoby niezaznajomione z książką mogą nie wiedzieć, co co chodzi w danym momencie, ale to dotyczyło tylko dwóch scen. To może być też zaletą, bo wydaje mi się, że taka konstrukcja filmu mogła być efektem celowym reżysera. Szybkie przeskakiwanie do kolejnych scen bez zagłębiania się w szczegóły. Myślę, że mogę powiedzieć o filmie, że to monolog chłopców, a wtedy niepotrzebnie opowiadaliby o o niektórych sytuacjach. 



Jeżeli lubicie historie, które pozostawią was z pytaniami, a nie z odpowiedziami, przez co zostanie ona w waszych pamięciach na długo to koniecznie musicie zapoznać się z Przekleństwami niewinności, a potem obejrzeć ich ekranizację. 

A wy czytaliście już Przekleństwa niewinności? A może oglądaliście? A może możecie polecić mi inną książkę Jeffreya Eugenidesa? Koniecznie piszczcie w komentarzach. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeżeli czytasz wpis to zostaw komentarz. Zajmie ci to minutkę a dla mnie ważna jest twoja opinia.

Copyright © 2016 Spojrzenie na kulturę , Blogger